• Wpisów:35
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 02:47
  • Licznik odwiedzin:6 200 / 1990 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Chwytam za klamkę. Naciskam ją. Już jestem za progiem. Z niepokojem szukam kluczy w prawej kieszeni jeansów. Uff… Na szczęście są. Dwa pstryknięcia. Schodzę po oblodzonych schodach. Mrożący wiatr wieje mi prosto w twarz. Okręcam się dokładnie szalikiem. Idę prosto przed siebie. Do najbliższej kawiarni. Torba, którą dźwigam na ramieniu, unosi się wraz z kolejnymi powiewami zimnej mieszanki tlenu, azotu i białych gwiazdeczek, które właśnie zaczęły zdobić kostkę chodnika. Dochodzę do najbliższego przejścia dla pieszych. Jest korek. Z łatwością przewijam się między blado żółtym sznurem trąbiących taksówek. Jest. Jeszcze tylko kilka kroków i będę na miejscu. Skręcam. Czuję zapach świeżo wyjętych z pieca rogalików. Tak, to już tu. Otwieram szklane drzwi z napisem: ‘Open’ . Idę przez krótką salę do ostatniego stolika. Siadam. Jak miło. Ciepło i przytulnie. Odwieszam płaszcz na wieszak. Wyjmuje z torby laptopa. Podchodzi niska brunetka z okrągłą buzią, na której odznaczają się malinowe wypieki . Widocznie jest jej ciepło. Pyta mnie co sobie życzę. Bez zastanowienia proszę o espresso macchiato. Dziewczyna odchodzi. Gdzieś po drugiej stronie sali siedzi kobieta. Tylko dwie osoby. W tle da się usłyszeć lekkie nutki jakiejś nieznanej mi melodii. Na moim stoliku pojawia się kawa. Spokój, tego mi było trzeba. Biorę mały łyk napoju i zabieram się za uruchomienie Worda. Musze napisać te książkę. Muszę. Tylko o czym? Oparłem brodę na dłoni i wpatrywałem się w spadające powoli płatki śniegu. Siedziałem tak chyba z dwadzieścia minut, aż nagle ukazała się przede mną wysoka, ciemnowłosa postać. To przecież ta dziewczyna, która siedziała na końcu sali. Uchyla swoje pomalowane czerwoną szminką usta. Zadaje mi pytanie:
- Czy mógłby pan poświęcić mi chwilę?
- O co chodzi, jeśli mogę wiedzieć?
- Wszystko wyjaśnię, ale musi mnie pan wysłuchać.
- Miałem pracować …
- Mogę?
- No dobrze. Niech będzie, słucham.
- To jest list. Musi go pan przeczytać.
- Ale jak to?
Nie uzyskałem odpowiedzi, gdyż postać szybko wybiegła z kawiarni. Próbowałem ją gonić, ale niepotrzebnie. Przepadła w ciemnych uliczkach tego zagmatwanego jakże miasta zwanego Nowym Jorkiem. Wróciłem do lokalu i chwyciłem kopertę. Wtedy nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tym incydentem narażam się na zmianę mojego dotychczasowego życia. Otwieram i wyjmuję kilka błękitnych kartek pachnących fiołkami. Rozkładam je i zaczynam czytać…
***
Wyobraź sobie trzyletnią dziewczynkę z dwoma warkoczykami, w brudnej sukieneczce i misiem w rączce. Wyobraziłeś sobie? Dobrze…
Wstała z niedokładnie pościelonego łóżeczka i ruszyła w stronę uchylonych drzwi. Wolnym krokiem stąpała po drewnianych stopniach trzymając się kurczowo metalowej barierki. Zeszła. Na paluszkach podbiegła do łóżka w salonie. Skoczyła na nie. Lecz długo tam nie zagrzała miejsca, bo po chwili została zepchnięta na zimne płytki. Wybuchła płaczem. Przez zapłakane oczka widziała nieznajomego mężczyznę i zaraz za nim ubierająca się w pospiechu matkę.
- Czego beczysz? Wstawaj z tej podłogi! Która jest godzina?- zapytała kobieta nie okazując ani grama współczucia dla płaczącej dziewczynki. – Och fuck! Dziesięć po dziewiątej. Jack, wypieprzaj z tego łóżka! Zaraz będzie tu mój mąż!
Facet ociągając się wstał. Włożył T-shirt, jeansy i wziął łyk piwa z puszki stojącej na szawce obok.
- No to do następnego razu baby- powiedział mężczyzna niskim głosem zarzucając na ramię skórzana kurtkę, po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
Dziewczynka wstała z podłogi ocierając słone krople ze swoich bladych policzków. Uważnie przyglądała się swojej matce, która w błyskawicznym tempie posłała łóżko i pobiegła w stronę kuchni. Mała obserwatorka pognała za nią i dalej rejestrowała jej czynności. Kobieta otworzyła lodówkę i wyjęła z niej cztery jajka. Wbiła je na rozgrzaną wcześniej patelnię i energicznie mieszała. Po kilku minutach wyłożyła na talerz blado- żółtą papkę zwaną jajecznicą i postawiła na stole.
- Nie ruszaj tego, to dla ojca- rzekła pogardliwie matka.
- A co ja będę jadła?- spytała cieniutkim głosikiem dziewczynka.
- Nie wiem, weź sobie coś z lodówki, ja nie mam czasu na takie głupoty. Zaraz wychodzę na spotkanie.
Dziecko ze smutną miną podeszło do lodówki i chwyciło za uchwyt. Mając nadzieję na jakieś pożywienie patrzyła w każdy kont białego pudła. Pustka. I co tu jeść? Zamknęła drzwiczki i obracając się na pięcie wyszła na korytarz.
- Mamoooo! W lodówce nic nie ma!- wykrzyczała mocno zaciskając swoje małe rączki.
- Gówno mnie to obchodzi, już jestem spóźniona!- odpowiedziała matka zakładając beżowe pantofle, po czym wybiegła na zewnątrz i wsiadła do trąbiącej taksówki.
Mała również opuściła dom i siadła na betonowych schodach, kuląc nóżki pod koszulę nocną w szare słoniki. Objęła kolana rękoma i schowała w nich swoją rozczochraną główkę…
_______________________________________________
Po tych moich wielkich mękach jest pierwszy rozdział Może ktoś przeczyta
  • awatar Liesel: Zapowiada się ciekawie. :D
  • awatar .:Marihuana:.: Ciekawie się zapowiada;) Szkoda mi tej małej dziewczynki ;ccc
  • awatar Bez Granic ♥: Boże aż sie popłakałam jak czytałam końcówke ; cc . Biedactwo z tego maleństwa ; ** . Jej matka jest porąbana ; / ; cc . Super rozdział ; ** : 3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
To opowiadanie okazało się kompletną porażką. Nie chcę go kontynuować. Ta tematyka jest do mnie nie za bardzo przystosowana. Wole, gdy dzieją się tragiczne rzeczy, a tu jakoś, gdy mam określonych bohaterów nie umiem tego zrobić. Lepiej było jak na początku.
A więc oświadczam, że to opowiadanie zostanie usunięte i w niedługim czasie powstanie nowe, ciekawsze i zaskakujące, bo bez opisanych bohaterów
Będzie śmierć, będzie patola, bo o tym łatwiej pisać.
 

 
ROZDZIAŁ XXIII (ostatni)
,, Powrót do przeszłości''
To już 3 dzień po pogrzebie Natalii, a ja… a ja nadal nie mogę w to uwierzyć. Przecież jeszcze tak niedawno rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się ze sobą i teraz, tak nagle musze sobie uświadomić, że to już nigdy się nie powtórzy? Dlaczego to mnie spotyka? Dlaczego? Zbyt zawiłe są te drogi, żeby je zrozumieć…
- Kasiu, może już chodźmy? – wyrwał mnie z zamyślenia Łukasz, który siedział koło mnie na ławce na cmentarzu.- Zaczyna padać.- oznajmił i zdjął swoją bluzę, która dokładnie mnie otulił.
- Jeszcze chwileczkę.- odparłam i wzniosłam oczy ku niebu, aby poczuć jak pojedyncze kropelki deszczu spływają po mojej bladej twarzy. Wstałam i poprawiłam bukiet kwiatów stojących w centrum nagrobka.- Konwalie, jej ulubione.- po moim policzku spłynęła samotna łza.
- Konwalie, o tej porze? – zaciekawił się chłopak.
- Na razie będą sztuczne, na żywe musimy poczekać. Od 5 klasy podstawówki, co roku, każdej wiosny jechałyśmy 60 kilometrów, tylko po to aby urwać bukiecik tych cudownie pachnących, delikatnych i śnieżnobiałych białych dzwoneczków.- uśmiechnęłam się lekko, czułam jakby to było wczoraj. Biegniemy przez cały las do miejsca gdzie pachniało nieziemsko.
- Bardzo ładna tradycja. Też miałem pewien zwyczaj. Co wakacje z dziadkiem jeździłem na ryby nad nasze, jakby ‘rodzinne’ jezioro. Ale niestety, do tamtej miejscowości sprowadził się pewien biznesmen. Wykupił jezioro. Ryb już tam od dawna nie ma, tak samo jak i wody. Same krzaki, szcury i ścieki. Szkoda.
- Współczuję.
- Nie, nie współczuj. Stracić jezioro, a bliska ci osobę to kompletnie co innego. Chodźmy już lepiej. – powiedział Łukasz i ruszyliśmy wzdłuż alejki. Minęliśmy jakąś staruszkę, która przystanęła przy grobie, na którym przed chwilą poprawiłam kwiaty. Usiadła na ławeczce i ze swojej czarnej zamszowej torebki wyjęła błękitny różaniec. Zachowanie kobiety wywołało u mnie nagły wybuch płaczu. Czym prędzej opuściliśmy mury domu tysiąca ciał zmarłych.
- Nie płacz już kochanie, wszystko będzie dobrze. Nauczymy się z tym żyć. – rzekł mój ukochany i mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ramię, jak mała dziewczynka, której ktoś zabrał cenną rzecz.
***
[ Minęło trochę lat, nie chce mi się liczyć. W każdym razie bohaterowie mają już po 24 lata. ]
***
- Yyy Kasiu… - zaczął Łukasz.
- Tak?
- Bo może byśmy gdzieś pojechali? Albo coś w tym stylu?
- No, może. Ale gdzie?
- No wiesz, jest dużo miejsc na ziemi, ale ja chciałbym zabrać cię w jedno, wyjątkowe.
- Wyjątkowe? Hmm… jakie to miejsce?
- Nie powiem. Zobaczysz jak tam pojedziemy.
- Acha, no to w takim razie ok. Kiedy?
- A choć by i teraz?
- Dobra.
Wyszliśmy z mieszkania i wsiedliśmy do auta Łukasza. Ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy znajomą trasą. Przecież to droga do naszego liceum, w którym się poznaliśmy.
- Jedziemy do szkoły?
- Nie, jeszcze za nią nie tęsknie. Może innym razem.
- To gdzie w takim razie?
- Zobaczysz.
Łukasz zaparkował pod jakimś domem, który był z kilometr od liceum. Wysiedlismy z auta. Ruszylismy w stronę furtki. Mój mężczyzna nacisnął klawisz domofonu .
- Siemasz Paweł! To ja, Łukasz. Przyjechałem jak się umawialiśmy.
- Łukasz, bracie! Spoko, wbijajcie, już wychodzę!
Furtka otworzyła się i weszliśmy na ogromne podwórko wyłożone kostką, na której stało ogrom sprzętu. Co najmniej z dwadzieścia modeli samochodów, paręnaście motocykli, kłady, z tego wszystkiego połowa była porozwalana.
- Witaj stary!- wykrzyczał wysoki blondyn, który wybiegł z drzwi prosto w ramiona Łukasza.
- Ile my się nie widzieliśmy?
- Oj długo, długo brachu.
- Zrobiłeś to o co cię prosiłem?
- No jasne. Przecież mówiłem, ze masz to u mnie jak w ZUS-ie!- Zaśmiał się blondyn.- Stoi w garażu.
- Wszystko chodzi?
- Człowieku, on jeszcze nigdy tak nie chodził jak teraz!
- Dzięki, zawsze można na ciebie liczyć.
Stałam patrząc się na ich dwoje i rozmyślałam, o co im do cholery chodzi. Nagle nieznajomy podbiegł do mnie.
- Och belle Dame! – westchnął mężczyzna całując delikatnie mą dłoń. – A więc to twoja miłość jedyna ukochana?- zwrócił się do Łukasza.
- A jak myślisz debilu?- odpowiedział mu podśmiewając się nieco.
- Miło mi, Paweł jestem. Najlepszy friend z gimbazy twego ukochanego, pani. – ukłonił się.
- Jak nigdy! Taki szarmancki! Się kurwa naoglądałeś TVP Kultury widzę, czy już ci się od tych spalin w dupie poprzewracało?- zażartował Łukasz.
- No chyba nie. TVP Kultury? To taki program istnieje? W życiu nie słyszałem o takim! A co do mojego szarmanckiego zachowania, to mam to po sobie. – zaśmiał się znowu mężczyzna.
- Pawełku, a tobie to ktoś przypadkiem nie zajebał Tymbarkiem?
- No chyba tobie.
- Śmieszni jesteście, widać, że to po gimbazie. – zaśmiałam się.
- Jesteśmy śmieszni, ja pierdole, Łukasz, idziemy to oblać! – wykrzyczał Paweł i zaczął zmierzać w stronę domu.
- Gdzie kurwa?! Nie teraz! Potem stary, potem. – wykręcił się Łukasz – dawaj sprzęt i znikamy, jeszcze do ciebie wpadniemy.
- No okej, okej. Masz kluczyki i życzę miłej jazdy. Ale wpadnijcie. Nie zapomnijcie o starym niedołężnym Pawełku – rzekł blondyn chichrając.
Paweł wyprowadził z garażu niebieski skuter. Łukasz przejął go i zaprowadził za furtkę. Pożegnaliśmy się z tym śmiesznym typkiem i odjechaliśmy.
- Gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
- No weź, powiedz.
- Nie.
Jechaliśmy z 10 minut, Łukasz zatrzymał się przy ostatnim domu na drodze i kazał mi zawiązać oczy chustka.
- Zawiąż.
- Ale po co?
- zawiąż.
- No ale…
- Żadnych ale, wiążesz i jedziemy dalej.
- No dobra.- zawiązałam chustkę na oczy.
- Trzymaj się mocno, zaraz będziemy na miejscu.
Ruszyliśmy znowu i po kolejnych 10 minutach stanęliśmy.
- To tutaj, ale jeszcze nie rozwiązuj chustki. Weź mnie za rękę i chodźmy.
Pod nogami czułam szelest trawy. Powietrze pachniało kwiatem bzu.
- Wiesz co, już pamiętam. – powiedziałam.
- Tak?- zapytał Łukasz.
- Ten skuter to ten sam, którym zawiozłeś mnie wtedy na tą polane i kazałeś tez zasłonić oczy i …
- Ciii…- uciszył mnie ukochany- Nie kończ, zaraz zajdziemy.
Weszliśmy powoli, jak mniemam po drabince. Usiadłam na jakimś materiale i Łukasz odwiązał mi chustkę krzycząc: ,, Tadaa’’ To by ł ten domek do którego już kiedyś mnie zabrał.
- To ten domek. Tu pierwszy raz…- znów przerwał mi Łukasz.
- Zgadza się. Zabrałem cię tu znowu. I wiesz co?
- Co?
- Kocham cię do szaleństwa i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
- Ooo, Ja tez kochanie.
- Wybrałem to miejsce, bo jest dla nas obojga wyjątkowe, nieprawdaż?
- Bardzo.
Położyliśmy się obok siebie i rozmawialiśmy o tamtym zdarzeniu. Nagle Łukasz wstał i zaczął grzebać po kieszeniach jeansów. Wyjął z nich małe pudełeczko. Klęknął przede mną na kolana i…
- Kasiu Katarzyno, czy… czy… czy… Wyjdziesz za mnie?- wyjąkał.
Zerwałam się z koca i łzy szczęścia zaczęły napływać mi już do oczu. Rzuciłam się mu na szyję i odpowiedziałam:
- Tak! Zgadzam się. Kocham cie.
- Ja ciebie też- odparł i założył na mój palec pierścionek z błękitnym oczkiem, po czym tuliliśmy się jak najmocniej się dało. Kropelki słonej wody spływały po moich policzkach i były dowodem, że czuję się w wniebowzięta.
- To chyba mój najpiękniejszy dzień w życiu.- powiedziałam.
- Mój też. Kocham cię ponad Zycie i nigdy cię nie zostawię. Nie mogę bez ciebie żyć, jak bez powietrza.
Wtuleni w siebie złączyliśmy swoje wargi na długi czas. Chciałabym już tak bez końca. Do końca życia przy nim. Amen.
_______________________________________________________
To już koniec tej historii. mam nadzieje, ze zakończenie może być Dziękuje wszystkim czytelnikom za śledzenie kolejnych rozdziałów. Bardzo miło widzieć wasze komentarze. Nowe opowiadanie już niedługo, a na razie zostawiam Wam ten rozdział do oceny
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wiem, że już z miesiąc nie dodaję nowego rozdziału, ale chciałam zakończyć to opowiadanie jakoś ładnie. Jak na razie same nieudane zbiory liter mi wychodzą. Za mało czasy zaczęłam poświęcać temu blogowi i to nie bez powodu. Za dużo czasy spędzam nad drugim blogiem. Może uda mi się jakoś nadgonić i bd regularnie pisać. Tak bym chciała już zacząć nowe opowiadanie, już mam tyle fajnych pomysłów, już chce zacząć pisać, ale jeszcze tego nie skończyłam

To na tyle, chciałam dać znać, że żyję (jeśli wgl kogoś to obchodzi) i piszcie, że jestem pojebana, bo mi się nie chce nic, ale mam dowód, że się nie opierdalam tak już po całej linii. Tu siedzę godzinami: http://liczy.sie.tylko.rap.pinger.pl/

DODAM TEN ROZDZIAŁ W TYM TYGODNIU NA 100%, A JAK NIE TO MOŻECIE MNIE ZABIĆ
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ROZDZIAŁ XXII
,, Rozstanie''
- Dominik! Przestań gadać te głupoty! Chcesz się zabić? Nie pozwolę Ci! Rozumiesz! Za dużo osób już odeszło. Chcesz powiększyć to grono? Zastanów się człowieku!- krzyczałam na chłopaka szturchając go i równocześnie płacząc.
- To grono zginęło przeze mnie! To moja wina! Nic nie zrobiłem, a wszystko widziałem. Miałem obsesje na twoim punkcie. Zrozum. Za dużo widziałem. Nie mam prawa nadal chodzić po tym świecie…
- Co ty pieprzysz?! Nie masz prawa? A taki skurwysyn, który bije żonę, dzieci, ma prawo? Albo jakiś pedofil? Ma? Powiedz mi?
- To co innego…
- Co innego?! Człowieku, przestań!
-Był listopad. Wyszła tylko po sól. Po pierdolona sól, bo ojcu zachciało się soli! Był tak najebany, że ze strachu musiała iść, chociaż padał deszcz i była już 22 w nocy. Miałem 3 lata. Mama zaprowadziła mnie do starszej facetki, która mieszkała na tej samej klatce. Powiedziała, że zaraz wróci. Sąsiadka ostrzegała, niech uważa na drodze. Wyszła. Deszcz, ciemność, warunki atmosferyczne skłaniały kierowców do ostrożniejszej jazy. Był weekend. Bardzo inteligentny kierowca siadł za kółko po butelce czystej. On przecież tylko wracał do domu. Było ciemno, nie widział jej. Ale kurwa światła od czego były?! Dobrze widział czerwone. Ale nie, musiał jechać szybko do domu. Przez jego popierdolony tok myślenia zostałem pół sierotą! Ale ta wiadomość nigdy do niego nie dotarła i już nie dotrze. Przez pół życia szukałem go i gdy mi się wreszcie udało… Nie mogłem mu tego puścić płazem! Zabił moja matkę!- po jego bladych policzkach płynęły gęsto łzy- Czekałem do tego dnia. Taka sama data. Ta sama godzina. Wyszedłem z domu o 22. Szedłem ciemnymi ulicami. Wsiadłem do autobusu. Jechałem 15 minut. Kontynuowałem drogę pieszo jeszcze chwile, aż wreszcie dotarłem… Znalazłem tego skurwysyna. Siedział w kuchni i popijał wino. Drzwi były otwarte. Wszedłem. Wyjąłem nóż z kieszeni . Podszedłem do niego. Zepchnąłem go z krzesła. Widział nóż. Błagał mnie żebym go oszczędził. Widziałem tą jego bezsilność w parszywych oczach. Zacisnąłem zęby i dźgnąłem go po raz pierwszy w prawą rękę, potem w lewą, płakał, błagał, krzyczał. Mnie to nie obchodziło. Zadając ostatni cios prosto w serce powiedziałem: ,, To za moja matkę skurwysynu’’. Spojrzał mi ostatni raz głęboko w oczy i opadł z sił. Jego droga życia dobiegła końca.
- Dominik! Zabiłeś człowieka!
- On tez zabił i nie miał prawa chodzić po ziemi. Ja tez zabiłem i ja tez musze odejść. Skończą się moje cierpienia. Może na moim pogrzebie zjawi się ojciec, może wreszcie trzeźwy, może wreszcie uświadomi sobie, że stracił wszystko! Przegrał…
- Pomogę ci. Wyjdziesz jakoś z tego. Błagam cie, nie odchodź teraz.
- Od ciebie już za dużo pomocy otrzymałem. Nie mogę być kamieniem uwiązanym tobie u nogi. Odejdę. Wszyscy odczują ulgę i ja tez.- chłopak sięgnął do kieszeni po telefon i spojrzał na wyświetlacz- Dwudziesta pierwsza pięćdziesiąt dwa. Jeszcze tylko osiem minut tej męki. Zaraz wszystko się skończy.- wstał i wziął mnie za rękę. Poszliśmy na most i siedliśmy na barierce. Dominik położył ręce na moich ramionach. – Może nie zdajesz sobie z tego sprawy albo bardzo dobrze o tym wiesz… Nie wiem jak to powiedzieć… Normalnie…
- No mów o co ci chodzi.
- To nie jest takie proste… Ja…- spojrzał jeszcze raz na wyświetlacz telefonu. Była dwudziesta pierwsza pięćdziesiąt osiem- Zostało tylko dwie minuty…
- Przestań bredzić wreszcie! Nigdzie nie idziesz! Masz zyć!
- Już za dwie minuty będą mówić o mnie ,,świętej pamięci’’… Musze się streszczać. Będę tego żałować jak nie powiem… Ych…
- Mów do cholery jasnej!
- K… Ko-cham ci-e… Kocham cie! Nikt jeszcze nie zagrzał miejsca w moim życiu. Jesteś jedyną osoba, której zaufałem. Będę czekał na ciebie po drugiej stronie…- Dominik objął mnie i pocałował w czoło, a potem w usta. Pierwszy raz zobaczyłam jak się uśmiecha. Spojrzał znowu na godzinę. Wybiła dwudziesta druga...
- Nie patrz na to! Nie odchodź. Ja ciebie tez kocham. Jeśli skoczysz ja skocze za Toba.
- Nie! Nie możesz! Ja odchodzę, ty zostajesz. Będę czekał. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Żegnaj.
Chłopak stanął na barierce. Złapałam go za rękę.
- Stój! Proszę cię, odejdź ze mną albo wcale…
- Nie możesz…
- Mogę!- weszłam na barierek, położyłam jego ręce na mojej talii, a swoje na jego szyi. Ścisnęłam go mocno…
- Kocham cię…
- Ja ciebie też.
[Zmiana narratora. End nał Kasia ]
Szłam szkolnym korytarzem szukając Natalki. Już od trzech dni nie ma jej w szkole. Nie pisze, nie dzwoni, w ogóle ni mogę się z nią skontaktować. Co jest do cholery?
- Cześć kochanie!- powiedział do mnie z uśmiechem na twarzy Łukasz. – Cos się stało? Masz taką nietęga minę…
-Hej… Widziałeś Natalie?
- No widziałem ja ostatni raz jak siedziała z Toba na ostatniej lekcji. To było w…
- Ale później jej nie widziałeś?
- No nie, a co?
- Martwię się. Nie odpowiada na moje wiadomości. Nigdzie jej nie mogę znaleźć.
- Może jest chora?
- nawet jak była chora na anginę to do mnie zadzwoniła. To kompletnie nie w jej stylu.
- Nie martw się. Znajdzie się. Po lekcjach pójdziemy do jej domu. A teraz pomóż mi poszukać jakiegoś materiału z gazety na polaka. Specjalnie dzisiaj rano biegałem do kiosku po to badziewie.
- Dobry pomysł. Mam nadzieje, że nic jej nie jest. Daj tą gazetę.
Siedzieliśmy razem na ławce i czytaliśmy po kolei artykuły, gdy nagle…
,, Dnia 24 listopada w miejscowości [niewiemjakiejtrolololosewymyslcie] z Wisły wyłowiono dwa ciała nastolatków. Z dalszych dochodzeń ustalono, że ofiarami byli Natalia Przywilej oraz Dominik Molter…’’
- Matko Boska! Łukasz, patrz! Ona nie żyje! Ona nie żyje!- krzyczałam do chłopaka, a z moich oczu sączyły się gęsto słone krople.
- Kaśka! Uspokój się! Daj mi przeczytać.- mówił Łukasz próbując mnie ogarnąć.
- Ona nie żyje! Rozumiesz to!- wydzierałam się w niebogłosy.
- Co? Natalia nie żyje?! Jak? Kasia, spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Chodź do mnie.- chłopak objął mnie, a ja nadal gorzko płakałam nad strata mojej przyjaciółki.
- Już nic nie będzie dobrze. Już nigdy z nią nie porozmawiam. Już nigdy nie zobaczę jej uśmiechu. Nigdy!- ciągnęłam nadal dławiąc się z płaczu.- Dlaczegoooo?! Dlaczegoo?!
- Spokojnie. Już. Cicho kochanie. Wyjdziemy z tego.- rzekł Łukasz po czym przytulił mnie mocniej i moja twarz skryła się w jego ramionach.
- Co tu się dzieje?! – podbiegła do nas nauczycielka matematyki- Co wy wyprawiacie?! Takie czułości w szkole?! Zostawcie sobie to do domu. Było mówione. Nie akceptujemy takiego zachowania!
- Ale proszę pani…- chciał wtrącić chłopak.
- Żadnych ale! Puszczaj ją i metr od siebie! Natychmiast!- wrzeszczała jak oszalała profesorka próbując nas rozdzielić.
- Ona nie żyje! Rozumie to pani?! Nie żyje!- krzyczałam siedząc na podłodze.
- Dziecko, uspokój się. Nie krzycz na mnie.
- Ale ona kurwa nie żyje!- łkałam leżąc na płytkach.
- Ty gówniaro! Takie słownictwo?! Marsz do dyrekcji!
- Nie! Nigdzie nie idę!
- Jak nie pójdziesz, to sama cię tam zaciągnę, chociażby to łamało regulaminy to to zrobię!
- Nie może pani!
- Teraz już mogę!- złapała mnie za kaptur bluzy i próbowała mnie ciągnąć.
- Co pani wyprawia?! To jest uczennica!- podbiegł do niej Łukasz próbując wyrwać jej mój kaptur z rąk.
- Nie obchodzi mnie już to! Odsuń się gówniarzu!
Widząc to inni nauczyciele natychmiast zareagowali i odciągnęli rozwścieczona matematyczkę ode mnie.
- Co ją napadło? O co jej chodziło? Czy ona jest pojebana? Psycha zryta ludzie.- szeptał tłum uczniów zgromadzonych na korytarzu.
- Wszystko w porządku?- dopytywał się Łukasz.
- Nic nie jest w porządku. Straciłam ją na zawsze. Na zawsze…
______________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo ale wgl nie mogłam dodać żądnego wpisu. Moja główna strona się nie ładowała. A rozdział pozostawiam Wam do oceny
P.S To już bd chyba przedostatni rozdział
  • awatar Lacrimosan ☾: Szkoda że to już koniec. No prawie koniec. Kocham to opowiadanie. Szkoda że tak się potoczyły losy Natalki i Dominika. Mam nadzieję że będziesz pisać inne opowiadania.
  • awatar .:Marihuana:.: Świetne opowiadanie! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. <3
  • awatar niewypowiedziane kłamstwa: O ja Cie, nowy rozdział. <3 Jaki cudowny, kurde, on jest genialny, taki wciągający, już nie mogę się doczekać następnego. :D Bosko, bosko, bosko. ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Zachciało mi się coś takiego dodać, to se dodałam xD A co się będę kryć!
  • awatar niewypowiedziane kłamstwa: No właśnie kuźwa, dobrze gadasz, aż chyba Ci poleję ! :D NO to... jeszcze po kropelce, jeszcze po kropelce... xd Hehehy, no zajebisty ten wpisior, serio i jaki śliczny ten Twój blog - loffki, kisski, mrr . <3 ;* I like it . :D
  • awatar D.N.A: Ajajaja, nic nie ma sensu, ale wszystko ma swój sens. hah cytat nauczycielki. moze cos tam i ma ten sens..
  • awatar Malina`: Dokładnie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
ROZDZIAŁ XXI
,, Krwawa prawda''
- Spierdalaj! Nie twoja sprawa!- krzyczała Aśka.
- Łukasz, weź ją stąd zabierz zanim ją zajebie gołymi rękami- powiedziałam.
- Już, koniec, spokój!- oznajmił chłopak rozdzielając nas.
- Weź gościu nie tykaj mnie, bo zgnijesz w pierdlu za molestowanie!- żachnęła się Aśka.
- Taaak? Żebyś ty zaraz sama nie siedziała w tym pierdlu!- krzyknęłam.
- Kobietki, ogarnijcie się. Jesteśmy w publicznym miejscu!- mówił Łukasz.
- Weź się jebnij pojebie jebany! Nie twoja sprawa, więc spieprzaj!- kolejny raz odezwała się ze złością w oczach dziewczyna z która się biłam.
- O nie droga panienko. Chciałem pohamować słowa ale widzę, że się nie da, Wypieprzaj stąd natychmiast!
- Jeb się frajerze! I tak prędzej czy później dorwę tą ździrę i zajebie! Sajo nara idioci- wrzeszczała jeszcze Aśka i poszła.
- O co poszło?- spytał Łukasz.
- Szczerze to nie wiem. Cos sobie idiotka wymyśliła- odpowiedziałam poprawiając ubrudzona w trawie bluzę.
- Ach ta dzisiejsza młodzie… Podwieźć cię?
- Nie, dzięki. Już do budy tylko parę metrów.
- Spoko. To do zobaczenia.
- Cześć.
Na lekcjach Kasia z Łukaszem nie odzywali się do siebie. To było dziwne. Jednego dnia nie ma ich obojga, a drugiego zachowują się jakby się nie znali. Cos musiało się wczoraj wydarzyć.
Na ostatniej lekcji siadłam z Kasią i postanowiłam ją o wszystko wypytać.
- Eeem, Kasiu?
- Taak?
- No bo wczoraj ciebie i Łukasza nie było i …
- Czy to, że go akurat tez nie było musi znaczyć, ze z nim byłam?
- No ale, przedtem normalnie gadaliście i w ogóle, a dzisiaj ani jednego słowa nie zamieniliście.
- Tak wyszło…
- Nie kłam. Za dobrze cię znam.
- Może się mylisz?
- Nie sądzę.
- No dobra. Spotkaliśmy się wczoraj, to znaczy przedwczoraj. Łukasz zrobi ł mi niespodziankę i na skuterze zabrał mnie do domku na drzewie. Zapalił świeczki, nalał wino…
- Spędziliście romantyczny wieczór w domku na drzewie przylasku świec?! I ty mówisz że mi się wydaję?!
- Ale posłuchaj dalej. No i nalewał to wino i nalewał, no i się wreszcie upiliśmy no i stało się.
- Co się stało?
- No nie wiesz?
- Yyy nie. Musisz wytłumaczyć swojej tępej przyjaciółce o co chodzi.
- No… Yyy… Ten… przespałam się z nim.
- Co?! I dlatego się nieodzywanie?! No śmieszni jesteście.
- To jest śmieszne?
- Dziewczyno, jakby każdy się obrażał za to, że się z kimś przespał to ten świat już dawno pogrążyłaby błoga cisza tylko małe bachory darłyby się w niebogłosy.
- Hehe, bardzo śmieszne.
- Weź zostaw chłopaka. Łukasz nie wygląda na nachalnego. Oboje tego chcieliście. Jesteście zakochani.
- Czy ja wiem…
- Jak ty nie wiesz, to ja wiem. Za 3 minuty dzwonek. Porozmawiajcie. To był przecież wasz pierwszy raz razem. Wyrwijcie się gdzieś.
- Może…
- Nie może, tylko na pewno.
Rozległ się dźwięk dzwonka. Kasia poszła do Łukasza. Po ich minach stwierdziłam, że się dogadali. Pomachali mi i poszli. Szłam sama do domu. Nudne popołudnie już od dłuższego czasu. W TV same powtórki. Mało kto siedzi na fejsie. Wszyscy poszli na miasto. Czy tylko ja nie mam co robić? Chyba się położę.
Leżąc z głowa w poduszce usłyszałam znajomy dźwięk. Ktoś do mnie napisał. To był Dominik.
Dominik: Hej. Mam trudną sprawę. Prosiłbym Cię o spotkanie w parku za 15 minut.
Po tej wiadomości zielona kropka czyjego imieniu znikła i czat popadł w białą pustkę. Muszę chyba iść. I tak nie mam nic do roboty. On ma przecież trudną sprawę. Prosił mnie. Pójdę.
Szłam pustą ścieżką rozglądają się wokoło siebie. Nigdzie nie widziałam Dominika. Nagle dobiegł do mnie cichy płacz. Obejrzałam się za siebie i za drzewem siedziała postać ubrana w czarna bluzę i ciemne jeansy. To był Dominik.
- Dominik! Co się stało?- podbiegłam do chłopaka i zapytałam.
- Mam trudną sprawę…- Uspokoił się trochę i nie podnosił nadal głowy. Ręce miał schowane pod bluzą i skulone nogi.
- Dominik, powiedz. Pomogę ci. Nie płacz.
- Wiesz, że łzy to nie słona woda? To krew. Lecz nie z ciała ale z duszy.
- Dominik, co ty mówisz? Spójrz na mnie.
Chłopak podniósł głowę i z zasłaniająco jedno oko grzywką spojrzał na mnie tak głębokim spojrzeniem, że w moich oczach także ukazała się łza. Samotna łza płynąca po policzku. Wraz z wilgotnym śladem zostawiała drogę. Drogę którą los usypał wspomnieniami. Wspomnieniami, które niejednokrotnie wywoływały łzy.
– Czy rozumiesz moje cierpienie?- łzy zaczęły spływać mi coraz częściej- Wiesz co wywołuje u mnie mrok? Noc budzi we mnie lęk - ogarnia mnie bezgraniczna ciemność, ogarnia mnie cisza. Zostaję sam, pośród czterech ścian, a myśli krzyczą potworne rzeczy w mojej głowie. Kulę się, chowam zapłakaną twarz w dłoniach i czekam. Czekam aż demony zostawią mnie w spokoju, lecz one nie chcą odejść. Szarpią mnie swoimi ostrymi kłami i szponami, sponiewierając moją duszę. I umieram. I umieram tysiące razy każdej nocy.
- Dominik, co ty gadasz? Przestań.- zaczęłam szlochać.
- Wiem dlaczego płaczesz. Jestem jedyną osobą która zna cała prawdę o tobie. Twoje przeżycia. Co prawda most, to kawałek betonu sklepionego drutami ale dla ciebie to nie tylko zwykłe słowo. Ono zawsze kojarzy i kojarzyć ci się będzie z jednym… z odejściem.
- Skąd wiesz o tym? Śledziłeś mnie?
- Każda noc wiodła mnie gdzie indziej, i zawsze zaciągała mnie w te miejsca gdzie cos się działo. Los chciał, że jedną z głównych ról grałaś właśnie ty. Widziałem wszystko. Wszystko, dosłownie wszystko! I ten najgorszy widok. Widziałem to najgorsze zdarzenie, którego ty nawet nie pamiętasz. Mógłbym na czystych kartkach opisać ostatnie miesiące twojego życia z dokładnymi szczegółami. Za każdy m razem, gdy próbuję zasnąć widzę ten obraz. Dwóch chłopaków zaciąga nieprzytomną dziewczynę do domu. I co dalej? Dalej robią to co chcą. Ona jest nieświadoma. Robią to z nienawiścią. Z okrutną złością, która pod koniec zalewa im wargi.
- Ty to widziałeś. Widziałeś jak to robili? I nic nie zrobiłeś?!
- Właśnie. Nic nie zrobiłem. Tego sobie nigdy nie wybaczę- wyjął jedną rękę z pod bluzy i odwrócił ją w moją stronę- Widzisz te sznyty? Wskaż mi jaka kol wiek a opowiem ci dzień z twojego zycia, w którym się ona narodziła. Każdego dnia mam przed oczami ten obraz.
- Dominik, dlaczego?
- Dlatego, że ci tego nie powiedziałem. To był mój nałóg. Jesteś dla mnie obsesją. Dziś chcę z tym skończyć i wreszcie powiedzieć prawdę.
- Jak to skończyć?
- Kiedyś próbowałem ale się nie udało. Łzy spływające po moich policzkach. Trzęsące się dłonie. Ból. Ból. Ból. Kilka głębokich cięć. Garść tabletek nasennych. Wszędzie pełno krwi. Wszędzie pełno cierpienia. Następnie była nicość. Przeznaczenie nie dało mi odejść. Dało mi znak. Wyjawiłem prawdę. Jestem gotów odejść…
__________________________________________________ Staram się dodawać regularnie. Mam nadzieję, ze teraz mi się to uda. Miałam odnowić wygląd bloga ale jak zwykle kochany Pinger nie chce zaakceptować mi kodów i jak na razie jedna wielka dupa. Jakby wam się niektóre wypowiedzi Dominika zdawały znajome to zaznaczam zaczerpnęłam odpowiedzi z pewnego ciekawego aska.Mam nadzieję, że mi to wybaczycie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
ROZDZIAŁ XX
,, Nieznajomy? A jednak...''
Co za niedorobiony frajer. Jak ja mogłam z nim w ogóle iść gdzieś? Co ja do cholery… Ała, moja głowa. Za dużo wina jak na jeden wieczór. Nawet nie pamiętam co robiłam, Ach, no tak... Gdzie ja jestem?
Obejrzałam się za siebie. Łukasz biegł gdzieś w krzakach zakładając niezdarnie spodnie. A co jak mnie dogoni? Co będzie dalej? Zaraz, zaraz. Niedaleko gdzieś tutaj stał skuter Łukasza. Podbiegłam parę metrów i owszem stał kruczoczarny skuter ale oczywiście, bez kluczyków. Ze złości kopnęłam w niego…
- Mogłeś zostawić kluczyki debilu!!!- krzyknęłam.
- A co jakby ukradli?- z lasku wyskoczył Łukasz śmiejąc się pazernie.
- I co? Z czego się cieszysz idioto? Weź mnie nie denerwuj.- skarciłam chłopaka i usiadłam na trawie. Łukasz siadł obok mnie i chciał mnie przytulic ale ja go odepchnęłam.
– Czemu jesteś zła? Co ja ci zrobiłem?
- Ty się pytasz co mi zrobiłeś?! Ty dobrze wiesz!
- Nie wiem, jestem przecież idiotą, frajerem i skończonym debilem. Może mi powiesz?
- Sam się domyśl… Wstałam i nie zwlekając na Łukasza poszłam polną drogą. Oczywiście ten typ na skuter i już obok mnie.
- Może panią podwieś?- zapytał jeszcze bardo ciesząc tą swoją mordę. Przynami, ładną ja miał.
- Nie trzeba, dziękuję. Sama dojdę.
- Sama dojdziesz?
- Czy tobie się wszystko musi kojarzyć z jednym?
- Bywa… No weź, chodź.
- Nie!
- No chodź…
- Powiedziałam nie, to nie!
- i tak wiem ,że chcesz ze mną jechać.
- Wydaje ci się.
- Taa, to ciekawi mnie jeden fakt. Wiesz którędy do domu?
- Nieważne. Mogę sobie spać nawet na polu ale byle daleko od Ciebie!
- Złość piękności szkodzi…
- Zamknij się!
- Trolololooo
- Ryj!
- Hahaha, beka z typki.
- O nie!- rzuciłam się na Łukasza, a ten cieszył się niewiadomo z czego jak naćpany. Nawet się nie bronił.
- No chodźże na ten skuter, zawiozę cię. Nie kop mnie tak , bo się spocisz.
- Ty gnoju….
- Yhyy, nie gadaj tylko chodź.
Łukasz wziął mnie ręka w pasie i nie wiem jakim cudem usadził na tyle skutera. Powiedział sobie: Dobra, okej. Nie będę skakać z rozpędzonego skutera.
- No obejmij mnie, bo spadniesz.
- Z tyłu się trzymam, nie bój się o mnie. Patrz na drogę!
- Weź, nie bądź żyła.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Łukasz odwiózł mnie pod sama chatę. Oczekiwał czułego pożegnania, lecz nic z tego. Dostał jedynie oschłe, chamskie siema na dowiedzenia. Była 10 rano, a mi się chciało spać, więc co się będę męczyć? Idę w kimono.
[ Uwaga ludziska! Zmiana narratora znowu. Teraz Natalejra będzie opowiadać.]
Kasi nie ma dzisiaj w budzie i Łukasza też, podejrzane
- Natalio! Jaka będzie odpowiedź?- zapytała nauczycielka wyrywając mnie nagle z zamyślenia .
- Yyy…- Ktoś cicho mi podpowiedział ,, Bee’’- Be, proszę pani.
- Dobrze.
- Dzięki- powiedziałam szeptem, ale kompletnie nie wiem do kogo.
- Nie ma za co. – Głos znów się odezwał.
- Kto ty?- zapytałam.
- Jaa.
- Jaki ja?
Obejrzałam całą klasę i dwie ławki za mną siedział wysoki brunet machający do mnie i cicho szeptał ,, ja’’. Nie znam typa ale widziałam, że chodzi z nami do klasy. To chyba… No tak, Dominik. Kiedyś na początku roku powiedział mi cześć. Chłopaki cos mówili, że on jest jakiś nienormalny. Podobno się tnie. Zadzwonił dzwonek. Cała klasa pośpiesznie pakowała się. Ja oczywiście tez, lecz moja niezdarność ma poziom hard i wstając z krzesła nadepnęłam na (Jak się nazywa to co się nosi na reku od torby, ten pasek, bo zapomniałam? Sami wiecie ) i zawaliłam głowa w sąsiednią ławkę. Zanim wstałam już podbiegł do mnie Dominik i pomógł mi wstać.
- Dzięki.- Powiedziałam.
- Nic cie nie boli?- zapytał chłopak.
- Głowa trochę ale przeżyję.
- Oj, trochę mocno zawaliłaś.
- No bywa, jak się jest taka niezdara jak ja to przytrafiają się takie niebanalne historyjki.
- Nie jesteś niezdarą. Każdemu się mogło zdarzyć.
- Tak, tylko dlaczego mnie? Ech, idę. Dzięki za pomoc i w lekcji i we wstawaniu.
- Nie ma za co, może cię odprowadzić do szatni czy coś?
- Nie trzeba, poradzę sobie ale dzięki, że pytasz.
- No wiesz, głowa cię boli, możesz zabłądzić.
- No dobra, chodźmy.
Dominik zaprowadził mnie do szatni i nawet pod sam dom. Co za typ…
- To ja będę już szła.- powiedziałam chcąc już odejść.
- Dobra, ok. To do jutra w szkole.
- Taak, cześć.
- Cześć!
Następnego dnia jak co dzień szłam do szkoły, gdy nagle podbiegła do mnie Aśka- dziewczyna z mojej klasy.
- Widziałam jak wczoraj szłaś z Dominiczkiem- powiedziała.
- Zgadza się, odprowadził mnie.
- Jesteście ze sobą?!
- Nie! Tylko głowa mnie bolała i chciał pomóc, po prostu.
- Przyjaźnicie się?- dociekała dziewczyna.
- Nie! Łączy nas Tyl co i ciebie z nim. Chodzimy tylko do jednej klasy.
- Spoko, no ale wiesz, ze on jest taki trochę jebnięty na dekiel?
- Nie wiem, wiesz. Jak masz mi opowiadać te głupoty to lepiej idź stąd.
- Ahaa, bronisz go. Takiego frajera nie opłaca się. Ale w sumie, to pasujecie do siebie, to dziwadło i to dziwadło…
- Wypieprzaj mi stąd!
- Soko, już idę. Nie denerwuj się tak. Fajna z was para.
- Ty szmato!- nie wytrzymałam z tą idiotką i na środku chodnika zaczęłyśmy się normalnie tłuc.
- Ty głupia kurwo, jak śmiesz?!- darła się ta typiara.
- A i owszem, śmiem, dziwo!
Tłukłyśmy się jak debilki, aż nagle podjechał czarny skuter i zszedł z niego Łukasz.
- Spokój dziewczyny!
______________________________________________________Kurde, Sory że dawno, baaardzo dawno nie było nowego rozdziału ale już koniec roku szkolnego i teraz będą oczywiście częściej Nie miałam weny przez te oceny głupie. Teraz będą wakacje i pier*dolić budę!
Trochę do rozdziału, to jak zawsze siadłam pół godzinki temu i natworzyłam cudów niewidów Nie mogłam patrzeć na te komentarze i, że Wy chcecie to dalej czytać. Motywujecie mnie

(Wiem, że to nie skuter tylko motor ale w Grafice Google takiego nie znalazłam xD
 

gruzolandia2348900
 
paula110
 
Jeszcze raz wielkie dzięki za pomoc, naprawdę nie wiem jak bym dodała rozdział bez Twojej pomocy
 

 
ROZDZIAŁ XIX
,, W blasku świec''
-Hej, jak tam?- zobaczyłam Łukasza obok siebie.
- Spoko, jakoś leci- odpowiedziałam.
- Wiesz, bo… Miałabyś czas dzisiaj po budzie?
- Zależy na co?- powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- No nie myśl sobie, ze ten, wiesz… No chciałbym cie zaprosić jakby na spotkanie po prostu. Zgadzasz się?
- Czemu nie.
- Mówię ci, będzie miło.
-Zobaczymy…
Lekcje mijały wyjątkowo szybko. Byłam podekscytowana wizytą w domu Łukasza, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Po lekcjach poszliśmy do jego domu. Nie chciał mnie wpuścić dalej niż do kuchni tłumacząc się, że ma bałagan. Czułam , ze cos śmierdzi, ale spoko. Łukasz poszedł na chwilę do swojego pokoju i wrócił z plecakiem turystycznym.
- Chodźmy- zawołał, po czym złapał mnie za rękę i pobiegliśmy za dom, gdzie stał niebieski skuter.
- To twój?- zapytałam z ciekawością.
- Aaa mój- odpowiedział z parszywym uśmieszkiem, który wydał mi się przyjazny- Wsiadaj, tylko załóż kask. Jeździłaś już kiedyś?
- Szczerze, to nie.
- Ach, spokojnie, wszystko da się nadrobić- odpowiedział Łukasz i odpalił skuter.
Jechaliśmy z piętnaście minut i zatrzymaliśmy się na jakiejś polanie. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jesteśmy, ani co on kombinuje.
- Zaczekasz tu pięć minutek na mnie, zaraz wrócę, plis?- spojrzał błagalnie Łukasz.
- Ale co ja tu…
- Spoko, siedź czekaj, zaraz wrócę- po czym zerwał się i pobiegł w krzaki ze swoim plecakiem.
Jest okej. Leże sobie na trawie, niebo jest błękitne, ptaszki ćwierkają, słoneczko grzeje, czegóż tu brak? A no tak, nie wiem co ja tu robie. Gdzie ten Łukasz?
- Jestem!- wyskoczył z krzaków i siadł koło mnie- Chodź ze mną.
- Gdzie?- spytałam.
- Nieważne, zobaczysz. Tylko załóż to na oczy, okej?- dał mi chustkę i pomógł zawiązac.
-Ale gdzie my…- dopytywałam
Mówiłem, zobaczysz. Trzymaj mnie za rękę i chodź za mną.
- No okej…
- Dobra to tu, możesz odwiązać chustkę.- powiedział Łkasz i gdzieś odszedł.
Odwiązałam chustkę i moim oczom ukazało się coś pięknego. To było cudowne, wręcz nieziemskie. Ujrzałam nadzwyczajny zachód słońca, który odbijał swoje żarzące barwy w tafli jeziora, po którym pływały śnieżnobiałe łabędzie. Na brzegu rozciągał się rząd tataraku, w którym skrzeczały żaby. Na piasku rozsypane były płatki róż, ułożone w dróżkę. Obejrzałam się, ale Łukasza Nigdzie nie było. Poszłam dróżka usypana płatkami, która doprowadziła mnie do ogromnej wierzby, tuż nad brzegiem.
- Łukasz?!- zawołałam.
Cisza, słychać tylko rechot żab. Spojrzałam na konary drzewa i wśród nich spostrzegłam domek. Dobra czemu nie, tylko jak tam wejść? Obeszłam całe drzewo zobaczyłam drabinkę. Raz się żyje, wchodzę. Uchyliłam drzwi i moje oczy zobaczyły Łukasza, siedzącego na kocu wśród świeczek. Ten widok rozbroił mnie doszczętnie. Uroniłam łzy radości.
- Czemu płaczesz? – podszedł do mnie Łukasz i objął mnie.
- Ja nie płaczę, to łzy szczęścia.- Uśmiechnęłam się i wtuliłam twarz w bluzę Łukasza.
- No już mała, nie płacz. Siadaj tu koło mnie.
Usiadłam na kocu obok niego. Łukasz otworzył wino i nalał do dwóch kieliszków.
- Skąd masz?- zapytałam.
- Kupiłem,.- odpowiedział.
- Sprzedali Ci?!
- Ma się te kontakty. Pijesz?
- No nie wiem.
- No weź, to tylko jeden kieliszek.
- No ok.
Wypiliśmy powoli wino patrząc na zachodzące słonce.
- Chcesz jeszcze?
- Nie…
- No ale co ci szkodzi? Napijemy się razem.
- No dobra, ale to już ostatni raz.
Słońce zaszło. Zrobiło się ciemno. Łukasz wstał i powiedział:
- A teraz punkt programu! Chłopaki, dawajcie! Patrz przez okno.
Wyjrzałam i zobaczyłam jak powoli zapalają się świeczki.
- A teraz zamknij oczy i policz do dziesięciu, tylko nie otwieraj.
- Ok.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć i dziesięć. Otworzyłam oczy. Coś niebiańskiego. Ze świeczek ułożony był napis: ,, I ♥Kasia’’'. To doprowadziło mnie powtórnie do łez. Moje serce biło jak oszalałe. Łukasz złapał mnie za rękę i nasze wargi złączyły się na dłuższą chwilę czułam się jak na obłokach, to było nie do opisania.
- Kasiu kocham cię nad życie, zostań przy mnie na zawsze.- rzekł Łukasz.
- Ja ciebie też. Już nigdy cie nie zostawię.- opowiedziałam przez łzy.
Łukasz ścisnął mnie tak mocno, ze przez chwile nie mogłam oddychać, po czym ucałował w czoło i wstał. Chwycił za uchwyt na dachu domku i odsłonił niebo, Było prześlicznie usłane gwiazdami. Położyliśmy się na kocu i trzymając za ręce wpatrywaliśmy się w nie. Świeczki dogasały.
- Wiesz, że odkąd cie poznałem, to dzień w dzień przychodziłem tutaj i patrzyłem w niebo? A wiesz dlaczego? Bo tylko niebo nocą oddaje piękno twoich oczu.
- Uważasz, ze moje oczy są jak niebo?
- Tak, tylko są sto razy piękniejsze. Chcesz pić?
- No dobra, pół kieliszka i starczy.
-Okej.
I tak szedł kieliszek za kieliszkiem i poszło dwie butelki. Świat zaczął wirować i nagle stanął. Leżeliśmy nadal.
- Robiłaś to już kiedyś?- zapytał Łukasz.
- Ale o co ci chodzi?
- No wiesz…
- Co wiem?
- No czy byłaś kiedyś z kimś sam na sam i ten tego, no…
- Chodzi ci o to czy już miałam pierwszy raz?
- No tak…
- Wiesz, ja nie pamiętam żeby to było. Przynajmniej ja ni chciałam tego.
- A chciałabyś zrobić to ze mną?
- No buźkę to ty nie powiem, masz ładną. Chyba tak.
- A teraz?
- Tu i teraz?
- No tak.
- A ty chcesz?
- A ty?
- A ty?
- No dobra, chcę.
- To ja też.
Łukasz zaczął całować mnie po szyi, potem po rekach, po nogach.( Dalej nie opisuje, bo nie umiem opisać sceny pornograficznej. Wyobraźcie sobie sami )
Obudził mnie promień słońca, który nie dał mi spać i świecił prosto w oczy. Usiadłam i schowałam głowę w dłoniach. Obok mnie leżał Łukasz. Zaraz po mnie obudził się, siadł koło mnie i objął ręką.
- Łukasz, powiedz do cholery co my Wławie zrobiliśmy?
- No… - zajrzał pod koc, po czym stwierdził- według mnie to uprawialiśmy seks.
- Co?!
- No co taka jesteś zdziwiona, spójrz pod koc.
- O na pewno, nie! Ty mnie do tego zmusiłeś! Jak mogłeś?! Ja, ja… wychodzę!
- Ale sama chciałaś! Zostań, jest nam tak cudownie.
- Cudownie?! No chyba cie pojebało? Upiłeś mnie i zaciągnąłeś do tak zwanego,, łóżka’’!
Szybko założyłam ubranie i wyskoczyłam z domku. Łukasz owinął się kocem i wyskoczył za mną.
- Kasia! Błagam cię! Przepraszam! Wróć!
- A wal się niewyżyty seksualnie chłopczyku!- krzyknęłam i pobiegłam jak najdalej od Łukasza…
______________________________________________________
Trzymajcie ten rozdzialik, wiem długo czekaliście ale ten Pinger troszeczkę już zawodzi. No więc ten, komentujcie i oceniajcie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostatnio dodałam jeszcze raz 18 rozdział i nie wiem, ale może niektórym tez się nie wyświetlił 19, bo dodałam go przed 18. Dodam więc jeszcze raz 19
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dla wszystkich którym nie wyświetlił się XVIII rozdział dodam go jeszcze raz...

- Bierz ją na ręce i zasuwamy do szpitala!- krzyknęłam na Łukasza
- Co ty nie powiesz?- z ironia odpowiedział mi, po czym wziął Kasię na ręce i wybiegł z domu- Kurwa mać! Szpital za daleko, przytrzymaj ją, zaraz wrócę!- położył mi Kasię na kolanach, a sam pobiegł za sąsiedni dom, po chwili wyjechał autem.
- Co ty kur…
- Cicho, szybko dawaj ją tutaj na tylnie siedzenia, raz, raz!- krzyczał nerwowo Łukasz
- Jedź najszybciej jak potrafisz, tylko nas nie pozabijaj- powiedziałam ze strachem, który coraz bardziej ogarniał mnie, bo wiedziałam, że jest do tego zdolny
- Nie kurwa pojadę wolno!- powiedział, po czym ruszył i z prędkością światła dotarliśmy pod sam szpital. Łukasz wziął Kasię ponownie na ręce i wbiegliśmy do szpitala.
- Niech mi ktoś pomoże!- krzyczał chłopak, zaraz wokół niego zjawiło się 3 lekarzy i pielęgniarki z wózkiem i zabrali Kasię do Sali.- Błagam ratujcie ją ona nie może teraz odejść!- krzyczał przez łzy.
- Spokojnie chłopcze, zrobimy co będzie trzeba, uspokój się i czekaj.- mówił spokojnie lekarz.
- Mogę być przy niej, błagam?
- Niestety, w tym wypadku nie możesz tam wejść. – powiedział lekarz i odszedł do Sali, w której była Kasia.
Łukasz siedział ze mną w ciszy na korytarzu i niecierpliwie czekał na jakiekolwiek informacja. Ja oczywiście też. Po 30 minutach wyszedł do nas lekarz i Łukasz czym prędzej podbiegł so niego.
- Czy ona żyje? Co jej jest?
- Spokojnie, Twoja koleżanka żyje i jest już z nią w porządku. Widocznie przeżyła zbyt duży stres. Jutro wyjdzie, ale chciałbym jeszcze porozmawiać z tobą młoda damo- uspokoił Łukasza i zwrócił się do mnie.
- Chodźmy do gabinetu, a ty chłopcze tu poczekaj.
- Ale…
- Żadnych ale, proszę czekać. Chodźmy.- weszłam z lekarzem do gabinetu i zamknął drzwi po czym usiadł i zaczął rozmowę.
- Jak wiesz twoja koleżanka wskutek tego przykrego zajścia, którym był gwałt została zapłodniona. Kobiety w ciąży powinny się oszczędzać. Ale jakieś wydarzenie wywarło zbyt Duzy nacisk na twoją przyjaciółkę i w związku z tym, nie wiem jakby ci to powiedzieć…
- Poroniła…- dokończyłam
- Otóż niestety tak. Ona nie będzie wiedziała i chciałbym żebyś jej to osobiście powiedziała. Jutro już będzie mogła wyjść. Teraz możesz wejść do niej. Dowidzenia.
- Dobrze, dowidzenia.
Niezauważalnie przemknęłam się przez korytarz i weszłam do Sali Kasi. Leżała przytomna, trochę smutna.
- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Dobrze , ale właściwie co się stało?
- No wiesz, jakby to ci… no powiem wprost, poroniłaś.
- Co? Moje dziecko?! Ale to niemożliwe!- krzyknęła Kasia.
- Spokojnie, jakieś to przeżyjemy…- uspakajałam ją.
-Cicho! Właśnie straciłam dziecko, ale wiesz jak mi zrobiło się lekko na sercu. Nie będę już nosiła owocu bestialskiego gwałtu i nie będę musiała rozmyślać nad tym, co by było gdyby… Czuje się świetnie, ale to dziecko, jestem nienormalna.
- Jesteś w pełni normalna, Kasiu. Jutro wychodzisz. Na prawdę, bardzo mi przykro…
- Ale nie musi ci być przykro, czuję się bosko, nie rozumiesz, nie musze tego już ukrywać, bo tego nie ma! Mój ciężar znikł, tak pstry i nie ma!
- Rozumiem….
- No widzisz, kiedy wychodzę?
- Jutro, przyjdę po ciebie. Chciałabyś się jeszcze dzisiaj spotkać z Łukaszem?
- Nie lepiej nie, jeszcze sobie pomyśli. Wytłumaczę mu to kiedy indziej, teraz idźcie, pa.
-Ok. Pa.
Wyszłam z Sali i zaraz przybiegł Łukasz wypytując co z Kasią.
- Kasia czuje się świetnie, jutro wyjdzie, przyjdziemy po nią. Kazała nam już iść.
- Mogę się z nią zobaczyć?- dopytywał chłopak.
- Nie, Kasia mówiła, że nie chce, jutro. Chodź.
- No dobra, chodźmy. – Łukasz spuścił głowę i poszliśmy w swoją stronę. Łukasz znikł za żywopłotem koło parku, a ja poszłam do domu.
[zmiana narratora, teraz Kasia]
Pół nocy nie spałam, czuje jak cudownie jest nie nosić czegoś w sobie, co nie należy do mnie. Rozpiera mnie wewnętrzna ulga, nie czuje bólu, nie mam do nikogo pretensji, czuje się jakbym była po Mosnym skręcie. Mogą mnie uważać za nienormalną, ale po tym co w moim życiu było, szczerze to jebie mnie opinia innych. O już 9, niedługo przyjdzie Natalka i Łukasz…. Kurwa! Łukasz, co ja mu powiem? Boże dlaczego, no? Ogar już, jakoś mu to wytłumaczę spoko. Idę chyba spać, a co pójdę sobie, należy mi się.
- Kasiu, wstawaj, to my!- obudziła mnie Natalka ,a przy drzwiach stał Łukasz
- Ooo jesteście, hej. Już wstaję i idziemy stąd
-nie spiesz się, mamy czas.
- Dobra, dobra ja już was znam, chodźcie.
Wyszliśmy ze szpitala i poszliśmy do parku na lody. Oczywiście Łukasz zaczął mnie wypytywać co mi jest. Nakłamałam mu, ze to był tylko jakiś krwotok i ,że to u mnie dziedziczne. Jestem taka fałszywa. No co? Może miałam mu powiedzieć tak: Oh Łukasz kiedyś mnie dwóch kolesi porwało i przeleciało wyszło z tego dziecko no i los chciał poroniłam, jest super. To by było zbyt głupie. Na razie cisza, udaje, że nic nie było. Żryjmy lody.
Jest środa, 2 tygodnie po śmierci mego przypadkowego dziecka. Dzień jak co dzień, czyli nudna buda. Wracam o normalnego życia, zaczynam nowy rozdział…
 

 
ROZDZIAŁ XIX
,, W blasku świec''
-Hej, jak tam?- zobaczyłam Łukasza obok siebie.
- Spoko, jakoś leci- odpowiedziałam.
- Wiesz, bo… Miałabyś czas dzisiaj po budzie?
- Zależy na co?- powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- No nie myśl sobie, ze ten, wiesz… No chciałbym cie zaprosić jakby na spotkanie po prostu. Zgadzasz się?
- Czemu nie.
- Mówię ci, będzie miło.
-Zobaczymy…
Lekcje mijały wyjątkowo szybko. Byłam podekscytowana wizytą w domu Łukasza, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Po lekcjach poszliśmy do jego domu. Nie chciał mnie wpuścić dalej niż do kuchni tłumacząc się, że ma bałagan. Czułam , ze cos śmierdzi, ale spoko. Łukasz poszedł na chwilę do swojego pokoju i wrócił z plecakiem turystycznym.
- Chodźmy- zawołał, po czym złapał mnie za rękę i pobiegliśmy za dom, gdzie stał niebieski skuter.
- To twój?- zapytałam z ciekawością.
- Aaa mój- odpowiedział z parszywym uśmieszkiem, który wydał mi się przyjazny- Wsiadaj, tylko załóż kask. Jeździłaś już kiedyś?
- Szczerze, to nie.
- Ach, spokojnie, wszystko da się nadrobić- odpowiedział Łukasz i odpalił skuter.
Jechaliśmy z piętnaście minut i zatrzymaliśmy się na jakiejś polanie. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jesteśmy, ani co on kombinuje.
- Zaczekasz tu pięć minutek na mnie, zaraz wrócę, plis?- spojrzał błagalnie Łukasz.
- Ale co ja tu…
- Spoko, siedź czekaj, zaraz wrócę- po czym zerwał się i pobiegł w krzaki ze swoim plecakiem.
Jest okej. Leże sobie na trawie, niebo jest błękitne, ptaszki ćwierkają, słoneczko grzeje, czegóż tu brak? A no tak, nie wiem co ja tu robie. Gdzie ten Łukasz?
- Jestem!- wyskoczył z krzaków i siadł koło mnie- Chodź ze mną.
- Gdzie?- spytałam.
- Nieważne, zobaczysz. Tylko załóż to na oczy, okej?- dał mi chustkę i pomógł zawiązac.
-Ale gdzie my…- dopytywałam
Mówiłem, zobaczysz. Trzymaj mnie za rękę i chodź za mną.
- No okej…
- Dobra to tu, możesz odwiązać chustkę.- powiedział Łkasz i gdzieś odszedł.
Odwiązałam chustkę i moim oczom ukazało się coś pięknego. To było cudowne, wręcz nieziemskie. Ujrzałam nadzwyczajny zachód słońca, który odbijał swoje żarzące barwy w tafli jeziora, po którym pływały śnieżnobiałe łabędzie. Na brzegu rozciągał się rząd tataraku, w którym skrzeczały żaby. Na piasku rozsypane były płatki róż, ułożone w dróżkę. Obejrzałam się, ale Łukasza Nigdzie nie było. Poszłam dróżka usypana płatkami, która doprowadziła mnie do ogromnej wierzby, tuż nad brzegiem.
- Łukasz?!- zawołałam.
Cisza, słychać tylko rechot żab. Spojrzałam na konary drzewa i wśród nich spostrzegłam domek. Dobra czemu nie, tylko jak tam wejść? Obeszłam całe drzewo zobaczyłam drabinkę. Raz się żyje, wchodzę. Uchyliłam drzwi i moje oczy zobaczyły Łukasza, siedzącego na kocu wśród świeczek. Ten widok rozbroił mnie doszczętnie. Uroniłam łzy radości.
- Czemu płaczesz? – podszedł do mnie Łukasz i objął mnie.
- Ja nie płaczę, to łzy szczęścia.- Uśmiechnęłam się i wtuliłam twarz w bluzę Łukasza.
- No już mała, nie płacz. Siadaj tu koło mnie.
Usiadłam na kocu obok niego. Łukasz otworzył wino i nalał do dwóch kieliszków.
- Skąd masz?- zapytałam.
- Kupiłem,.- odpowiedział.
- Sprzedali Ci?!
- Ma się te kontakty. Pijesz?
- No nie wiem.
- No weź, to tylko jeden kieliszek.
- No ok.
Wypiliśmy powoli wino patrząc na zachodzące słonce.
- Chcesz jeszcze?
- Nie…
- No ale co ci szkodzi? Napijemy się razem.
- No dobra, ale to już ostatni raz.
Słońce zaszło. Zrobiło się ciemno. Łukasz wstał i powiedział:
- A teraz punkt programu! Chłopaki, dawajcie! Patrz przez okno.
Wyjrzałam i zobaczyłam jak powoli zapalają się świeczki.
- A teraz zamknij oczy i policz do dziesięciu, tylko nie otwieraj.
- Ok.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć i dziesięć. Otworzyłam oczy. Coś niebiańskiego. Ze świeczek ułożony był napis: ,, I ♥Kasia’’'. To doprowadziło mnie powtórnie do łez. Moje serce biło jak oszalałe. Łukasz złapał mnie za rękę i nasze wargi złączyły się na dłuższą chwilę czułam się jak na obłokach, to było nie do opisania.
- Kasiu kocham cię nad życie, zostań przy mnie na zawsze.- rzekł Łukasz.
- Ja ciebie też. Już nigdy cie nie zostawię.- opowiedziałam przez łzy.
Łukasz ścisnął mnie tak mocno, ze przez chwile nie mogłam oddychać, po czym ucałował w czoło i wstał. Chwycił za uchwyt na dachu domku i odsłonił niebo, Było prześlicznie usłane gwiazdami. Położyliśmy się na kocu i trzymając za ręce wpatrywaliśmy się w nie. Świeczki dogasały.
- Wiesz, że odkąd cie poznałem, to dzień w dzień przychodziłem tutaj i patrzyłem w niebo? A wiesz dlaczego? Bo tylko niebo nocą oddaje piękno twoich oczu.
- Uważasz, ze moje oczy są jak niebo?
- Tak, tylko są sto razy piękniejsze. Chcesz pić?
- No dobra, pół kieliszka i starczy.
-Okej.
I tak szedł kieliszek za kieliszkiem i poszło dwie butelki. Świat zaczął wirować i nagle stanął. Leżeliśmy nadal.
- Robiłaś to już kiedyś?- zapytał Łukasz.
- Ale o co ci chodzi?
- No wiesz…
- Co wiem?
- No czy byłaś kiedyś z kimś sam na sam i ten tego, no…
- Chodzi ci o to czy już miałam pierwszy raz?
- No tak…
- Wiesz, ja nie pamiętam żeby to było. Przynajmniej ja ni chciałam tego.
- A chciałabyś zrobić to ze mną?
- No buźkę to ty nie powiem, masz ładną. Chyba tak.
- A teraz?
- Tu i teraz?
- No tak.
- A ty chcesz?
- A ty?
- A ty?
- No dobra, chcę.
- To ja też.
Łukasz zaczął całować mnie po szyi, potem po rekach, po nogach.( Dalej nie opisuje, bo nie umiem opisać sceny pornograficznej. Wyobraźcie sobie sami )
Obudził mnie promień słońca, który nie dał mi spać i świecił prosto w oczy. Usiadłam i schowałam głowę w dłoniach. Obok mnie leżał Łukasz. Zaraz po mnie obudził się, siadł koło mnie i objął ręką.
- Łukasz, powiedz do cholery co my Wławie zrobiliśmy?
- No… - zajrzał pod koc, po czym stwierdził- według mnie to uprawialiśmy seks.
- Co?!
- No co taka jesteś zdziwiona, spójrz pod koc.
- O na pewno, nie! Ty mnie do tego zmusiłeś! Jak mogłeś?! Ja, ja… wychodzę!
- Ale sama chciałaś! Zostań, jest nam tak cudownie.
- Cudownie?! No chyba cie pojebało? Upiłeś mnie i zaciągnąłeś do tak zwanego,, łóżka’’!
Szybko założyłam ubranie i wyskoczyłam z domku. Łukasz owinał się kocem i wyskoczył za mną.
- Kasia! Błagam cię! Przepraszam! Wróć!
- A wal się niewyżyty seksualnie chłopczyku!- krzyknęłam i pobiegłam jak najdalej od Łukasza…
______________________________________________________
Trzymajcie ten rozdzialik, wiem długo czekaliście ale ten Pinger troszeczkę już zawodzi. No więc ten, komentujcie i oceniajcie

муѕzкα ♥ dziękuję za pomoc
  • awatar муѕzкα ♥: Nie ma za co :) "( Dalej nie opisuje, bo nie umiem opisać sceny pornograficznej. Wyobraźcie sobie sami )" - to mnie rozwaliło hahahah.. Boże. Kocham Cie, no! Jak zwykle rozdział nieziemski. Genialny pomysł ze świeczkami, kiedys to wykorzystam, muszę... Tylko jeszcze nie wiem gdzie i po co XD No i ten.. to że Cię ubóstwiam to już wiesz, więc co tu więcej mówić...? Nie mam słów, żeby opisać to opowiadanie <3
  • awatar Lost for the dreams: Kurcze, nie widać 18 rozdziału :( Ja widzę i myślałam, że Wy też, ten Pinger już mnie denerwuje, chyba będę musiała założyć gdzieś indziej konto i jeszcze raz dodać wszystko :(
  • awatar *Etta*: super ale nie napisałaś nic o tym co było z kasią. Ostatni rozdział zakończyłaś cytuje "- Tak, jestem ćpunem i co zadowolona?! - Dlaczego Łukasz dlaczego?!- krzyknęła Kasia osuwając się po ścianie. - Kasia! Co ci jest?! Kasia!- krzyczał Łukasz trzymając ją na rekach Ona krwawiła, a my w szoku, krzycząc na siebie nawzajem…" a to był rozdział 17 a teraz jest 19 to chyba jednego brakuje ten pinger całkiem się zwalił
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Sory, że tak rzadko dodaje rozdziały, no ale cóż Piszcie co ile chcielibyście abym dodawała rozdział i jeśli możecie to podeślijcie znajomym link opowiadania, będę miała większa motywację
  • awatar Lost for the dreams: Niestety nie mogę dodać rozdziału, bo Pinger coś mi tu spazmuje i trzeba bd trochę poczekać.
  • awatar Lost for the dreams: Trzymajcie za mnie kciuki, zabieram się d pisania rozdziału, może mi się uda, mam trochę wolnego ;)
  • awatar *Etta*: bardzo mi się to podoba podałam link koleżance, która też ma bloga ale nie na pingerku podpisuje się @Julia :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
ROZDZIAŁ XVIII
,,Odrzucone troski''
- Bierz ją na ręce i zasuwamy do szpitala!- krzyknęłam na Łukasza
- Co ty nie powiesz?- z ironia odpowiedział mi, po czym wziął Kasię na ręce i wybiegł z domu- K***a mać! Szpital za daleko, przytrzymaj ją, zaraz wrócę!- położył mi Kasię na kolanach, a sam pobiegł za sąsiedni dom, po chwili wyjechał autem.
- Co ty kur…
- Cicho, szybko dawaj ją tutaj na tylnie siedzenia, raz, raz!- krzyczał nerwowo Łukasz
- Jedź najszybciej jak potrafisz, tylko nas nie pozabijaj- powiedziałam ze strachem, który coraz bardziej ogarniał mnie, bo wiedziałam, że jest do tego zdolny
- Nie k***a pojadę wolno!- powiedział, po czym ruszył i z prędkością światła dotarliśmy pod sam szpital. Łukasz wziął Kasię ponownie na ręce i wbiegliśmy do szpitala.
- Niech mi ktoś pomoże!- krzyczał chłopak, zaraz wokół niego zjawiło się 3 lekarzy i pielęgniarki z wózkiem i zabrali Kasię do Sali.- Błagam ratujcie ją ona nie może teraz odejść!- krzyczał przez łzy.
- Spokojnie chłopcze, zrobimy co będzie trzeba, uspokój się i czekaj.- mówił spokojnie lekarz.
- Mogę być przy niej, błagam?
- Niestety, w tym wypadku nie możesz tam wejść. – powiedział lekarz i odszedł do Sali, w której była Kasia.
Łukasz siedział ze mną w ciszy na korytarzu i niecierpliwie czekał na jakiekolwiek informacja. Ja oczywiście też. Po 30 minutach wyszedł do nas lekarz i Łukasz czym prędzej podbiegł so niego.
- Czy ona żyje? Co jej jest?
- Spokojnie, Twoja koleżanka żyje i jest już z nią w porządku. Widocznie przeżyła zbyt duży stres. Jutro wyjdzie, ale chciałbym jeszcze porozmawiać z tobą młoda damo- uspokoił Łukasza i zwrócił się do mnie.
- Chodźmy do gabinetu, a ty chłopcze tu poczekaj.
- Ale…
- Żadnych ale, proszę czekać. Chodźmy.- weszłam z lekarzem do gabinetu i zamknął drzwi po czym usiadł i zaczął rozmowę.
- Jak wiesz twoja koleżanka wskutek tego przykrego zajścia, którym był gwałt została zapłodniona. Kobiety w ciąży powinny się oszczędzać. Ale jakieś wydarzenie wywarło zbyt Duzy nacisk na twoją przyjaciółkę i w związku z tym, nie wiem jakby ci to powiedzieć…
- Poroniła…- dokończyłam
- Otóż niestety tak. Ona nie będzie wiedziała i chciałbym żebyś jej to osobiście powiedziała. Jutro już będzie mogła wyjść. Teraz możesz wejść do niej. Dowidzenia.
- Dobrze, dowidzenia.
Niezauważalnie przemknęłam się przez korytarz i weszłam do Sali Kasi. Leżała przytomna, trochę smutna.
- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Dobrze , ale właściwie co się stało?
- No wiesz, jakby to ci… no powiem wprost, poroniłaś.
- Co? Moje dziecko?! Ale to niemożliwe!- krzyknęła Kasia.
- Spokojnie, jakieś to przeżyjemy…- uspakajałam ją.
-Cicho! Właśnie straciłam dziecko, ale wiesz jak mi zrobiło się lekko na sercu. Nie będę już nosiła owocu bestialskiego gwałtu i nie będę musiała rozmyślać nad tym, co by było gdyby… Czuje się świetnie, ale to dziecko, jestem nienormalna.
- Jesteś w pełni normalna, Kasiu. Jutro wychodzisz. Na prawdę, bardzo mi przykro…
- Ale nie musi ci być przykro, czuję się bosko, nie rozumiesz, nie musze tego już ukrywać, bo tego nie ma! Mój ciężar znikł, tak pstry i nie ma!
- Rozumiem….
- No widzisz, kiedy wychodzę?
- Jutro, przyjdę po ciebie. Chciałabyś się jeszcze dzisiaj spotkać z Łukaszem?
- Nie lepiej nie, jeszcze sobie pomyśli. Wytłumaczę mu to kiedy indziej, teraz idźcie, pa.
-Ok. Pa.
Wyszłam z Sali i zaraz przybiegł Łukasz wypytując co z Kasią.
- Kasia czuje się świetnie, jutro wyjdzie, przyjdziemy po nią. Kazała nam już iść.
- Mogę się z nią zobaczyć?- dopytywał chłopak.
- Nie, Kasia mówiła, że nie chce, jutro. Chodź.
- No dobra, chodźmy. – Łukasz spuścił głowę i poszliśmy w swoją stronę. Łukasz znikł za żywopłotem koło parku, a ja poszłam do domu.
[zmiana narratora, teraz Kasia]
Pół nocy nie spałam, czuje jak cudownie jest nie nosić czegoś w sobie, co nie należy do mnie. Rozpiera mnie wewnętrzna ulga, nie czuje bólu, nie mam do nikogo pretensji, czuje się jakbym była po Mosnym skręcie. Mogą mnie uważać za nienormalną, ale po tym co w moim życiu było, szczerze to jebie mnie opinia innych. O już 9, niedługo przyjdzie Natalka i Łukasz…. K***a! Łukasz, co ja mu powiem? Boże dlaczego, no? Ogar już, jakoś mu to wytłumaczę spoko. Idę chyba spać, a co pójdę sobie, należy mi się.
- Kasiu, wstawaj, to my!- obudziła mnie Natalka ,a przy drzwiach stał Łukasz
- Ooo jesteście, hej. Już wstaję i idziemy stąd
-nie spiesz się, mamy czas.
- Dobra, dobra ja już was znam, chodźcie.
Wyszliśmy ze szpitala i poszliśmy do parku na lody. Oczywiście Łukasz zaczął mnie wypytywać co mi jest. Nakłamałam mu, ze to był tylko jakiś krwotok i ,że to u mnie dziedziczne. Jestem taka fałszywa. No co? Może miałam mu powiedzieć tak: Oh Łukasz kiedyś mnie dwóch kolesi porwało i przeleciało wyszło z tego dziecko no i los chciał poroniłam, jest super. To by było zbyt głupie. Na razie cisza, udaje, że nic nie było. Żryjmy lody.
Jest środa, 2 tygodnie po śmierci mego przypadkowego dziecka. Dzień jak co dzień, czyli nudna buda. Wracam o normalnego życia, zaczynam nowy rozdział…
- Bierz ją na ręce i zasuwamy do szpitala!- krzyknęłam na Łukasza
- Co ty nie powiesz?- z ironia odpowiedział mi, po czym wziął Kasię na ręce i wybiegł z domu- K***a mać! Szpital za daleko, przytrzymaj ją, zaraz wrócę!- położył mi Kasię na kolanach, a sam pobiegł za sąsiedni dom, po chwili wyjechał autem.
- Co ty kur…
- Cicho, szybko dawaj ją tutaj na tylnie siedzenia, raz, raz!- krzyczał nerwowo Łukasz
- Jedź najszybciej jak potrafisz, tylko nas nie pozabijaj- powiedziałam ze strachem, który coraz bardziej ogarniał mnie, bo wiedziałam, że jest do tego zdolny
- Nie k***a pojadę wolno!- powiedział, po czym ruszył i z prędkością światła dotarliśmy pod sam szpital. Łukasz wziął Kasię ponownie na ręce i wbiegliśmy do szpitala.
- Niech mi ktoś pomoże!- krzyczał chłopak, zaraz wokół niego zjawiło się 3 lekarzy i pielęgniarki z wózkiem i zabrali Kasię do Sali.- Błagam ratujcie ją ona nie może teraz odejść!- krzyczał przez łzy.
- Spokojnie chłopcze, zrobimy co będzie trzeba, uspokój się i czekaj.- mówił spokojnie lekarz.
- Mogę być przy niej, błagam?
- Niestety, w tym wypadku nie możesz tam wejść. – powiedział lekarz i odszedł do Sali, w której była Kasia.
Łukasz siedział ze mną w ciszy na korytarzu i niecierpliwie czekał na jakiekolwiek informacja. Ja oczywiście też. Po 30 minutach wyszedł do nas lekarz i Łukasz czym prędzej podbiegł so niego.
- Czy ona żyje? Co jej jest?
- Spokojnie, Twoja koleżanka żyje i jest już z nią w porządku. Widocznie przeżyła zbyt duży stres. Jutro wyjdzie, ale chciałbym jeszcze porozmawiać z tobą młoda damo- uspokoił Łukasza i zwrócił się do mnie.
- Chodźmy do gabinetu, a ty chłopcze tu poczekaj.
- Ale…
- Żadnych ale, proszę czekać. Chodźmy.- weszłam z lekarzem do gabinetu i zamknął drzwi po czym usiadł i zaczął rozmowę.
- Jak wiesz twoja koleżanka wskutek tego przykrego zajścia, którym był gwałt została zapłodniona. Kobiety w ciąży powinny się oszczędzać. Ale jakieś wydarzenie wywarło zbyt Duzy nacisk na twoją przyjaciółkę i w związku z tym, nie wiem jakby ci to powiedzieć…
- Poroniła…- dokończyłam
- Otóż niestety tak. Ona nie będzie wiedziała i chciałbym żebyś jej to osobiście powiedziała. Jutro już będzie mogła wyjść. Teraz możesz wejść do niej. Dowidzenia.
- Dobrze, dowidzenia.
Niezauważalnie przemknęłam się przez korytarz i weszłam do Sali Kasi. Leżała przytomna, trochę smutna.
- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Dobrze , ale właściwie co się stało?
- No wiesz, jakby to ci… no powiem wprost, poroniłaś.
- Co? Moje dziecko?! Ale to niemożliwe!- krzyknęła Kasia.
- Spokojnie, jakieś to przeżyjemy…- uspakajałam ją.
-Cicho! Właśnie straciłam dziecko, ale wiesz jak mi zrobiło się lekko na sercu. Nie będę już nosiła owocu bestialskiego gwałtu i nie będę musiała rozmyślać nad tym, co by było gdyby… Czuje się świetnie, ale to dziecko, jestem nienormalna.
- Jesteś w pełni normalna, Kasiu. Jutro wychodzisz. Na prawdę, bardzo mi przykro…
- Ale nie musi ci być przykro, czuję się bosko, nie rozumiesz, nie musze tego już ukrywać, bo tego nie ma! Mój ciężar znikł, tak pstry i nie ma!
- Rozumiem….
- No widzisz, kiedy wychodzę?
- Jutro, przyjdę po ciebie. Chciałabyś się jeszcze dzisiaj spotkać z Łukaszem?
- Nie lepiej nie, jeszcze sobie pomyśli. Wytłumaczę mu to kiedy indziej, teraz idźcie, pa.
-Ok. Pa.
Wyszłam z Sali i zaraz przybiegł Łukasz wypytując co z Kasią.
- Kasia czuje się świetnie, jutro wyjdzie, przyjdziemy po nią. Kazała nam już iść.
- Mogę się z nią zobaczyć?- dopytywał chłopak.
- Nie, Kasia mówiła, że nie chce, jutro. Chodź.
- No dobra, chodźmy. – Łukasz spuścił głowę i poszliśmy w swoją stronę. Łukasz znikł za żywopłotem koło parku, a ja poszłam do domu.
[zmiana narratora, teraz Kasia]
Pół nocy nie spałam, czuje jak cudownie jest nie nosić czegoś w sobie, co nie należy do mnie. Rozpiera mnie wewnętrzna ulga, nie czuje bólu, nie mam do nikogo pretensji, czuje się jakbym była po Mosnym skręcie. Mogą mnie uważać za nienormalną, ale po tym co w moim życiu było, szczerze to jebie mnie opinia innych. O już 9, niedługo przyjdzie Natalka i Łukasz…. K***a! Łukasz, co ja mu powiem? Boże dlaczego, no? Ogar już, jakoś mu to wytłumaczę spoko. Idę chyba spać, a co pójdę sobie, należy mi się.
- Kasiu, wstawaj, to my!- obudziła mnie Natalka ,a przy drzwiach stał Łukasz
- Ooo jesteście, hej. Już wstaję i idziemy stąd
-nie spiesz się, mamy czas.
- Dobra, dobra ja już was znam, chodźcie.
Wyszliśmy ze szpitala i poszliśmy do parku na lody. Oczywiście Łukasz zaczął mnie wypytywać co mi jest. Nakłamałam mu, ze to był tylko jakiś krwotok i ,że to u mnie dziedziczne. Jestem taka fałszywa. No co? Może miałam mu powiedzieć tak: Oh Łukasz kiedyś mnie dwóch kolesi porwało i przeleciało wyszło z tego dziecko no i los chciał poroniłam, jest super. To by było zbyt głupie. Na razie cisza, udaje, że nic nie było. Żryjmy lody.
Jest środa, 2 tygodnie po śmierci mego przypadkowego dziecka. Dzień jak co dzień, czyli nudna buda. Wracam o normalnego życia, zaczynam nowy rozdział…
______________________________________________________
Dobra zapalmy tego znicza dla tego straconego dziecka, mimo tego, że bohaterce nie jest żal. Dla nienarodzonego życia. [*]
Długo czekaliście na rozdział, wiem. Ale nie było weny ani czasu oceny trzeba podciągać, ale staramy się. Nie musicie pisać, że jest nudny, bo wiem ale na nic innego nie dałam rady się wysilić, przepraszam. Oczywiście oceniajcie jak chcecie
  • awatar lovciam cie wiesz ?: to jest świetne tylko szkoda że tak rzadko dodajesz :(
  • awatar Lost for the dreams: Nie wiem, jakoś ostatnio mi Pinger zamula :( Mam nadzieję, że uda mi się częściej dodawać rozdziały ;) Dzięki za dobre słowa ;)
  • awatar муѕzкα ♥: Coś Ci się poprzestawiało i dwa razy dodałaś to samo.. no ale przejdźmy do rzeczy: rozdział nie jest nudny.. Kasia zachowała się trochę egoistycznie, ale w sumie miała na sobie duży ciężar - dziecko. Dodawaj częściej jeśli masz możliwość, bo to jest na prawdę świetne. Czekam <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ROZDZIAŁ XVII
,, Za murem''
Ledwie co uchylając oczy spojrzałam na ekran telefonu. Pięć po siódmej, za 20 minut musze wychodzić do szkoły, a ja leże. Jaki dziś dzień tygodnia? Czwartek, no tak. Co dzisiaj w planach? Spojrzałam na biurko gdzie był kalendarz. No jasne, sprawdzian z historii i niezapowiedziana kartkówka z fizuni, zajebiście, nie idę do szkoły. Schowałam głowę w poduszkę i po 5 minutach wstałam i wyszłam z pokoju. Jak zawsze szłam do łazienki i potem na dół. Nikogo jak zwykle nie było, wszyscy już na nogach, biegają, pracują, a ja? Ja zrobiłam sobie wolne, w końcu należy mi się po tym co mnie w życiu dotychczas spotkało. Zrobiłam sobie kanapkę i siadłam wygodnie przed telewizorem. Drugi raz przeleciałam po kanałach i nic. Ostatnia szansa. O jakieś wiadomości, spoko, trzeba wiedzieć co się na świecie dzieje.,, Coraz częściej młodzi ludzie chcą szybciej wejść w świat dorosłych, lecz często kosztem zdrowia, a nawet życia. Wczoraj w okolicach Łętowa zgłoszono wypadek samochodowy. Ofiara zginęła na miejscu, lecz sprawcy jeszcze nieodnaleziono. Prawdopodobnie sam zgłosił ten wypadek.’’ No tak, jeżdżą po nocach swoimi brykami, a ludzie giną… Zaraz, zaraz, że co?! Łętów?! Wypadek?! Boże, co ja wczoraj… Matko Boska Łukasz, samochód, Fabian… On nie żyje… Co się ze mną dzieje? Przecież byłam blisko, mogłam go powstrzymać ale nie, nienawiść mną rządziła. Nienawidzę siebie! Chwila, Kasia dzisiaj wychodzi, co ja jej powiem? Co ja zrobię, matko no… dlaczego w życiu jest tak trudno? Zawsze pod górę… Musze się ogarnąć, niektórzy maja gorzej. Już ogar, ale dlaczego ludzie umierają? Boże nie panuje nad mózgiem, nie dam rady, nie mogę się poddać…
Dwunasta, czas się wybrać do szpitala. Muszę jakoś to przeżyć. Idę… Sztuczny uśmiech, miły ton, zero wspominania o wczorajszym dniu…
- Cześć Kasiu, przepraszam, że wczoraj nie przyszłam ale nie mogłam.
- No hej, nic się nie stało. Chodźmy stąd szybko, bo już dłużej tu nie wytrzymam, te szare ściany, zapach bandaży, fuu już mi niedobrze.
- OK.- wzięłam torbę Kasi i wyszłyśmy z budynku. Ruszyłyśmy w stronę jej domui.
- Co tam u ciebie? Może gdzieś dzisiaj wyskoczymy?
- U mnie jak zawsze, c**jowo ale stabilnie. Jak chcesz możemy gdzieś iść, czemu nie.
- Heh, jak zwykle. Jeszcze nad tym pomyślimy, teraz chodź do mnie, pomożesz mi się rozpakować i koniecznie musze wziąć prysznic, bo jedzie ze mnie tą szpitalną atmosferą.
Powoli weszłyśmy do domu Kasi i udałyśmy się do jej pokoju.
- Wszystko w nienaruszonym stanie, o zobaczę czy kasa jest, jest. Niesamowite, tylko gdzie moja matka? Gdzie ona była przez ten cały czas? Czemu do mnie ani razu nie przyszła?
- Kasiu, wiesz jaka jest twoja matka…
- Tak wiem i teraz nie będę się tym zamartwiać.
Kasia wzięła prysznic, a ja rozpakowałam jej rzeczy. Ubrała się i ruszyłyśmy na miasto. Chodziłyśmy po sklepach nie wiem za czym. Kupiłyśmy sobie po coli i spacerowałyśmy parkiem. Nagle usłyszałyśmy odgłosy walki zza muru i pobiegłyśmy w tamtą stronę. Lekko wychyliłam się zza niego i zobaczyłam Łukasza, którego tłukło 3 dresów. Nie mogłyśmy go tak zostawić, wkroczyłyśmy na miejsce walki.
- A co to za szmaty?- krzyknał jeden
- Ej! Wypraszam sobie szmaty typie!- odpowiedziałam stanowczo
- Haha, znalazła się panienka z okienka, może panią ucałować w rączkę? Wyjazd z tond, już!
- Może ale zostawcie tego gościa.
- Nie i wyjazd, bo się do ciebie przejdę.
- Co on wam zrobił? Zostawcie go!
- A co? To wasz znajomy, tak? – schylił się do leżącego i ledwie zipiącego Łukasza- znasz te d**i?!
- Nie dzi… dzi..wki! Zzz..nam, zzzz..ostww…cie je!- mówił stłumionym głosem chłopak
- Oo to dobrze się składa, otóż wasz kolega, znajomy, być może kochaneczek jest nam winny kasę i jak chcecie gościa poratować to rzućcie troszeczkę kaski, bo widzicie, taka niezręczna sytuacja, chłopak chyba nie ma jak oddać.
- Weź się pierdol gościu i przestańcie go tłuc!
- Siostro, nie tak ostro! A może razem z koleżanką chcecie za kolegę zapłacić w naturze? Bardzo chętnie.
- Gościu, przestań pierdolić jak kacper sukę i zostaw go!
- Zaczynasz robić się niegrzeczna, mmm lubię takie – podszedł do mnie i szarpnął mnie za rękę- a koleżanka co? Tak stoi nic nie mówi?
- Zostaw ją gościu!- krzyknęła Kasia wychodząc jakby z transu
- O proszę, umiesz mówić. Dobra dawać kasę albo dupy, bo inaczej będą trupy.- wyjął z kieszeni scyzoryk i chwycił mnie trzymając go przy mojej szyi.
- Nic jej nie rób!- krzyczała Kasia chcąc podbiec do mnie ale jeden z dresów złapał ją i nie chciał puścić.
- Spoko koko, ludzie! Jest hajsik jest życie, czaicie?
- Alan spierdalamy! Psy jadą!- krzyczał biegnący dres
- Dobra k***a, sytuacja wyjątkowa, my teraz spierdalamy- zwrócił się do wstającego Łukasza- ale wrócimy i jutro w tym samym miejscu masz być i razem z tobą kasa za mirre, a teraz dobranoc państwu- kopnął jeszcze raz Łukasza i uciekł z resztą dresów.
- Łukasz nic Ci nie jest? Co tu się dzieje? Co ty tu robisz?- pytała zdenerwowana Kasia pomagając mu wstać.
- Nic, nie ważne, chodźmy stąd.- rzekł Łukasz i poszliśmy do domu Kasi
- Pokaz to oko, przecież nic ci nie zrobię, no daj! Boże ty cos jeszcze widzisz?- mówiła Kasia oglądają Łukasza.
- Tak widzę, nie martw się. Ze mną jest spoko.
Gdy Kasia opatrywała Łukasza, ja siedziałam przy łóżku myśląc o tym co powiedział grożący nam dres. Mirra, kasa za mirrę. Co to ta… no tak…
- Wisisz mu kasę za maryhę, co?- jakiś głos przemówił ze mnie i oboje zamilkli- No powiedz!
- To nie tak jak myślisz…
- Łukasz, o co chodzi?- dopytywała podenerwowana Kasia.
- O nic. – odburknął Łukasz
Podeszłam do niego i chwyciłam za rękę i tak jak się domyślałam miał wiele śladów po nakłuciach.
- O nic mówisz? To jest nic? Przecież nie oszukasz nas- mówiłam
- Ty nic nie rozumiesz…- powiedział Łukasz
- Ale czego nie rozumie? O co wam w ogóle chodzi? Dlaczego tak mówisz do Łukasza?!- pytała Kasia
- Czemu? No czemu? Proszę Łukaszku, pochwal się.
- Przestań, nic złego nie robie!- żachnął się chłopak
- Ja mam przestać?! To ty przestań kłamać, że nic się nie stało! Myślisz, że wczoraj nie zauważyłam, że byłeś jakiś niezbyt rozumny?! Przecież normalny człowiek przejąłby się tym, że zabił kolegę! Ale oczywiście, pan Łukasz był tak zaćpany, że nie pamięta o tym co wczoraj było! - wygarnęłam mu, nie zbaczając na to, że obok niego siedzi Kasia, która nic nie wie.
- Co ty pieprzysz?! Nikogo nie zabiłem! Odwal się ode mnie!- krzyczał Łukasz
- Tak?! Przyznaj się, że jesteś ćpunem, no, przyznaj tu i teraz, tchórzysz?!
- Tak, jestem ćpunem i co zadowolona?!
- Dlaczego Łukasz dlaczego?!- krzyknęła Kasia osuwając się po ścianie.
- Kasia! Co ci jest?! Kasia!- krzyczał Łukasz trzymając ją na rekach
Ona krwawiła, a my w szoku, krzycząc na siebie nawzajem…
Uwaga! Od teraz jak nie będzie przynajmniej 5 komentarzy pod rozdziałem, kończymy działalność, bo na prawdę nie ma sensu pisać dla dwóch osób. Proszę postarajcie się jeśli dalej chcecie czytać tą przygodę.
  • awatar Agata .♥: Świetne
  • awatar megiii: jak dla mnie super :) bardzo kreatywne i życiowe^^ blog również świetny ;)
  • awatar муѕzкα ♥: Kocham to.. Zajebiście piszesz, krótko i na temat, tyle akcji.. <3 Mega.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
ROZDZIAŁ XVI
,, Na zakręcie''
- Prawdę? – spytałam
- Tak, tylko nie w budzie, ok?- powiedział niespokojnie
- No dobra, gdzie?
- Może być przy moście?
Moście, moście, moście… to słowo, to miejsce. Wspomnienia wróciły. Ten moment, to wyznanie… Marcin…
- Ej, może być?
- Tak, tak, jasne. Na moście po szkole, dobra idę, nara- ocknęłam się i poszłam.
Lekcje minęły w miarę szybko i zostawiając w domu plecak poszłam na umówione miejsce, gdzie czekał Fabian.
- Cześć- powiedział
- Przecież widzieliśmy się, nie? Odpuść sobie. Mów.
- No ale…
- Nie ma żadnych ale, już teraz. Mój czas jest cenny.
- No więc to zaczęło się tak… bo ja nie byłam lubiany tak ogólnie i nie należałem do tej bandy z której dzisiaj wypadłem. I chciałem być taki jak oni i ... i założyłem się z nimi, że przelecę dziewczynę, która oni mi wylosują i padło na Kaśkę. No ale jeden z ich, to znaczy Radek był jakby nadzorującym czy wykonam to zadanie. Na początku była ta akcja w kantorku, no zmówiłem się z facetem od wf-u żeby akurat jej kazał iść do tego kantorka, no wiesz facet jest spoko, tego samego dilera mamy jakby. No i już byłoby załatwione ale wtedy ty przyszłaś, no to Radek powiedział, że i dwie możemy. Ale wy zwiałyście i no… nie doszło do tego. I potem no akurat się trafiło jak szliśmy po tym parku i to była taka okazja… uciekała ale ją złapaliśmy i ogłuszyliśmy… no i do kantora, bo nie było gdzie… iii- zaciął się
- … i zgwałciłeś ją, jak…- przerwał
- tak! To był mój pierwszy raz i jej jak zauważyłem też! Zawsze chciałam ten pierwszy raz bez gumek, myślałem, ze za pierwszym razem nie da się zajść, no ale myliłem się. A potem nie mieliśmy co robić i Radek zrobił jej to drugi raz…
- skurwysyn…
- A potem przyszłaś y i te kolesie. I już wiesz co dalej było. A potem jak wracałem na chatę to dzwoni do mnie Radek i mówię, ze cie ma i, ze jak tego z Toba nie zrobię, to nie mam szans na bycie w ich paczce. No i poszedłem do niego… i on już to zrobił, był taki zadowolony, ty widać byłaś nieźle najebana i no… kazał mi. Stanął nade mną i patrzył jak…
- Czemu nie postawiłeś mu się? Czemu?!- krzyczałam

- Nie mogłem, wiedziałem, ze jak już wdepłem w to gówno to już z tego nie wyjdę albo oni mnie zabiją…- po czym spuścił głowę i milczał
- Ale jak w ogóle mogłeś? Jak?! PO co ci to było?! Skrzywdziłeś Kasię i teraz będziesz musiał ponieść tego konsekwencje. Przecież będziesz miał z nią dziecko, zrozum.
- Tak, teraz już wiem co zrobiłem i jakim człowiekiem jestem. Dłużej już tego nie zniosę… żegnaj- wstał i ruszył wzdłuż szosy
- Gdzie?! Stój!- krzyczałam
- Na tamten świat! – krzyknął i zaczął biec
Zza zakrętu wyjechał samochód, a on jak oszalały wskoczył pod niego. Rozległ się pisk opon. Boże, zabił się. Szybko podbiegłam i kierowca samochodu klęczał nad nim. Jego ciało było całe we krwi…
- Nie żyje… - powiedział kierowca znajomym głosem, nie widziałam jego twarzy, było już ciemno
Zamarłam i gdy się ocknęłam łzy popłynęły mi po policzkach. Uciekłam, nie chciałam na to patrzeć. Biegłam cały czas płacząc, nawet nie wiedziałam gdzie biegnę. Zmęczyłam się i usiadłam na trawniku. Nagle jakiś samochód zatrzymał się koło mnie i wysiadała z niego wysoka postać i podeszła do mnie.
- Czemu biegłaś?- zapytał, to ten sam głos który przed chwila słyszałam.
Podniosłam głowę i przez łzy zobaczyłam Łukasza.
- Łukasz? Co ty tu? Jak? Że co?
- Natalia? Ale, że skąd tutaj ty?
- To ja się pytam? Tobie pod koła wpadł fabian?
- No… tak, mi- spuścił głowę
- O tej porze samochodem? Ale zaraz ile ty masz lat? Masz samochód?
- No wyrwałem się z domu i wziąłem samochód ojca i sam wpadł no…
- Zdajesz sobie sprawę, że on nie żyje?
- Tak wiem, zadzwoniłem po pogotowie i wyrzuciłem telefon. Nie znajda mnie.
- Ale zabiłeś człowieka!
- Sam się rzucił, no spoko był.
- Fakt, ale…
- Cicho już nic nie mów. Chodź odwiozę cię.
Wsadził mnie do samochodu i zapytał gdzie mieszkam. Wskazałam drogę i po 15 minutach byłam pod domem.
- Dojechaliśmy dobrze?
- Tak.
- Wysiadasz?
- Yyy tak, tak, byłeś dzisiaj u Kasi?
- Byłem, wszystko dobrze. Jutro wychodzi.
- Ok., nie mogłem dzisiaj do niej iść- zapadała cisza- to idę, cześć i dzięki
- Nie ma za co
- Uważaj lepiej na drodze
- Spoko- krzyknął i odjechał
Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Będę musiała powiedzieć Kasi o tym wszystkim. Boże, dlaczego nas to spotyka? Co teraz będzie z Kasią, co będzie z dzieckiem…
______________________________________________________
Kolejna osoba odeszła... jaki był taki był, zmarłemu należy się szacunek [*]
  • awatar муѕzкα ♥: Rozdział na prawde mnie poruszył. Cieszę się że Fabian miał taką odwagę. Szkoda, że nie żyje, no ale tak.. Niby lepiej uciec od problemów, niż się z nimi męczyć. Zdziwiło mnie tylko zachowanie Łukasza. W ogóle nie przejął się tym, że zabił kolegę. ;o Rozdział jest świetny, jak każdy inny. <3 Pisz dalej.
  • awatar New Romantics ♥: Świetne <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ROZDZIAŁ XV
,, Ukryta prawda''
Pielęgniarka podbiegła z pośpiechem do Łukasza trzymającego Kasię na rękach. Chwyciła za telefon i wykręciła numer pogotowia ratunkowego. Po 5 minutach przyjechało pogotowie i zabrało Kasię. Niestety Łukasza nie chcieli zabrać i siedział z głową ukrytą w rękach. Zadzwonił dzwonek i Łukasz bez pośpiechu z opuszczoną głową siadł w ławce, gdzie siedział zwykle z Kasią. Zaczęła się lekcja geografii, której Kasia nienawidziła. Prowadziła ją wypindrzona rozwódka z długawymi blond włosami i tonami tapety na twarzy. Monisia ( bo tak zwali ją uczniowie), wzięła do odpowiedzi Łukasza. Padło pierwsze pytanie , a Łukasz milczał jak grób. Gdy nauczycielka chciała już zadać drugie, do klasy wpadłam ja- Natalia. Kompletnie nieogarnięta, wyglądałam jak po niezłej bibie w kościele ale szybko i prawie niezauważalnie siadłam do ławki, w której siedziałam z Kasią. Niestety Monisia przyuważyła mnie i zaczęła swoje żałosne komentarze. Nie słuchałam jej, bo zdziwił mnie koleś, który stał przy tablicy. Pewnie jakiś z innej klasy przyszedł coś się zapytać- pomyślałam. Gdy nauczycielka skończyła swoją urzekającą historię o spóźnianiu się i wstawiła mi uwagę oraz spóźnienie, usiadłam i Monisia zaczęła pytać tego kolesia. Nic nie odpowiadał i po wstawieniu mu pały do dziennika ruszył w moją stronę i usiadł na miejscu Kasi. – Yyy sory ale kim ty jesteś za przeproszeniem i dlaczego siedzisz na miejscu Kasi?
- A sorka, jestem Łukasz i doszedłem do waszej klasy i siedziałem tu z Kasią ale dziś…
- Co się stało?
- Pocięła się i zabrało ją pogotowie
- Co?! Znowu?! Co z nią?!
- Nie wiem, niedawno ją zabrali i nie chcieli mnie wziąć. –Pieprzone plebsy, zawsze tak jest. Dobra po szkole do niej pójdę.
- mógłbym iść z tobą?
- No jasne.
- Natalia i Łukasz proszę o uwagę, bo zaraz wstawie po pale do dziennika i się skończy gadanie!- zwróciła nam uwagę nauczycielka i już do końca geografii siedzieliśmy cicho.
Lekcje wlokły się jak żółw ale wreszcie zadzwonił ostatni dzwonek i poszłam się przebrać w szatni. Nie było mojego szalika, więc zaczęłam szukać we wszystkich szatniach. W ostatniej siedzieli te dwa lamusy, którzy zgwałcili Kasię. Bałam się tam wejść ale się przełamałam i weszłam do ich szatni. Wiedzieli, że przyjdę i jeden z nich ustrojony w mój szalik zaczął pierdolić o wszystkim i o niczym…
- Ooo paczajcie na mój New feszyn look! Byłam dzisiaj w bardzo prestiżowym sklepie i kupiłam ten dizajnerski szaliczek z najnowszej kolekcji.
- Przecież byliśmy w second hendzie.
-Oj tam, oj tam. Fabian, pożycz te swoje hipsterskie okulary. Uwielbiam je, bo nie wyglądam w nich jak głupia ździra, tylko jak inteligentna ździra.
– Stary ale stylizacja, żadna ździra by na taką nie wpadała. Hahaha!
- Nie pierdol tylko oddaj mój szalik! – krzyknęłam idąc w ich stronę.
- No ale paczaj na mój nowy feszyn look! Czekaj chwileczkę cos ci pokażemy. Siadaj sobie tutaj.
Siadłam na ławce, a co mi tam niech sobie pojeby cwelują downa. Jeden z nich wyciągną jakieś pudełeczko po kremie i usiadł na ławce jak jakaś dziw encja i zaczął swoją jkaże urzekającą prezentację.
- Popatrz sobie kochana. To jest kolejny produkt, jak widzisz ma taki bladożółty kolorek z odcieniem kremowości, heh to nie jest klasyczne ekli- mówił pokazując mi zawartość pudełeczka- To jest taka śmietanka wymieszaną z taka kreda, jaka znasz z budy. No pachnie jak taka dobra, dobra kokaina.
Myślałam, że tam zaraz pierdolne. Chciałam już wziąć szalik i iść ale oni dalej swój teatrzyk odwalali… Drugi zabrał mu jego kremik i wsypał do niego cukier…
- Do naszego kremu wsypujemy łyżeczkę cukru, albo dwie. Chuj, raz się żyje! Teraz spróbujmy naszego małego dzieła, ale będzie dzisiaj uczta. – spróbował mieszanki i drugi do niego podszedł zabrał mu kremik i wydarł się na niego.
- Nie żryj tyle!
- A spierdalaj. Nie było się nigdy w Londynie, co wieśniary?
- Dobra oddawać mój szalik i koniec tego teatru.
- Dobra ale czekaj jeszcze tylko szmieczka, plisss.
- Okej szmineczka i spierdalać.
- Zaprezentuje ci nową szminkę kochana, glasi krejzi ower tłenti mejk dżebsyn tłenti siks piniacolada krejzi bicz majami, szminkę… czerwoną.
- Dziękuję za oferty, lecz nie skorzystam i dawać już szalik!
- No ale wee... Nie oddam mojego szaliczka z lateksu.
- No chyba wam ktoś w ryj glanem zapierdolił.
- Natalio nie używaj takich słówek. Nie przystoi takiej ładnej dziewczynie jak ty.
- Gówno mnie to obchodzi czy przystoi czy nie! Oddawaj szalik!
- Dobrze, nie denerwuj się tak. Ale musisz coś zrobić i ten dizajnerski szaliczek będzie twój na zawsze, czyli tak na serio ever.
-Dobra, dobra.
- No dobra w takim razie chcemy… Hmm czego my chcemy? A tak! Chcemy więc tego co było kiedyś.
- Jakiego kiedyś? O co ci chodzi?
- No kochana nie pamiętasz naszej karteczki? Byłaś cudowna i tak dalej?
- Pojebało?! A weźcie sobie ten szalik w cholerę i nie pierdolcie!- chciałam wyjść z ich szatni ale zabiegli mi drogę i przystawili do krat szatni.
- No kochana, przedtem nie narzekałaś. Chodź, chodź moja kochana dam, dam, dam ci banana… - Zaczął śpiewać jeden lamus głupkowato przewalając swoimi świńskimi oczkami.
- Kurwa, wypad ode mnie!- zaczęłam się rzucać i krzyczeć, a oni mocniej przycisnęli mnie do krat.
Do szatni wpadł Łukasz i wyciągnął mnie od nich, po czym wyszliśmy na dwór.
- Co oni od ciebie chcieli?
- Nic takiego, tylko szalik mi zabrali.
- Na pewno? Nic ci nie zrobili?
- Nie! Chodź lepiej do Kasi.
Poszliśmy do szpitala i wypytałam znajomą pielęgniarkę gdzie leży Kasia. Bez problemy weszliśmy do jej Sali. Była przytomna i od razu poznała mnie i Łukasza.
- Cześć Kasiu… Co się stało, że znowu się pocięłaś?!- pytałam ja ze zdenerwowaniem.
- Nie chce o tym rozmawiać, wiesz- spojrzała porozumiewawczo na Łukasza, gdy ten akurat nie patrzył.
- Rozumiem, ciężko ci w tym stanie. Co mówili lekarze?
- Tak ogólnie to nic wielkiego sobie nie zrobiłam jutro wychodzę.
- A co z… no wiesz- spojrzałam na jej brzuch tak żeby Łukasz się nie domyślił.
- Lekarz mówił, że gdyby mnie nie uratował Łukasz, straciłabym je…
- Co byś straciła?- wtrącił się Łukasz
- Życie… Gdybyś wtedy nie był w tej łazience, nie byłoby mnie tu i teraz. Dziękuję ci.- Kasia przytuliła mocno Łukasza i kąciki ust ich obojga uniosły się na dłuższą chwilę.
Za chwilę weszła pielęgniarka i kazała nam opuścić salę, gdyż czas odwiedzin się skończył i musieliśmy iść. Łukasz poszedł w swoją stronę a ja w swoją.
Wstałam rano i poszłam do szkoły. Na korytarzu siedzieli ci dwaj debile głupio szczerząc się w moją stronę. Obok nich siedział Łukasz i jak widać było bardzo dobrze toczyła im się rozmowa. Kurwa, co za idiota, a wydawał się ogarnięty- pomyślałam. Zawołał mnie do siebie i gdy podeszłam do niego, tych dwóch debili padło na kolana z moim szalikiem nad głową w rękach.
- Pojebało? – spytałam ironicznie.
- Nie. Nie pojebało. Chłopcy chcieli ci cos powiedzieć. –mówił z uśmiechem Łukasz.
- Proszę o to twój piękny szalik, tak jak jego właścicielka. Przepraszamy za wszystko i to się nie powtórzy już never. – mówił jeden znów odwalając szopkę.
Wzięłam szalik nic nie odpowiadając i chciałam zabrać od nich Łukasza.
- Chodź z tond. Lepiej się z nimi nie zadawaj.
- Ale czemu? Przecież to był tylko głupi wybryk, przeprosili. To są spoko goście.
- Spoko goście? No chyba ci już całkowicie cos na mózg padło. Ty nawet nie wiesz co oni zrobili Kasi.
- Akurat wiem. Ale to była tylko głupia sprzeczka, tak jak z tym szalikiem.
- Sprzeczka?! Hahaha. Co wy mu najebaliście?
- No prawdę powiedzieliśmy..- tłumaczył się jeden z nich.
- Ja ci dam prawdę, który to Kasi zrobił wtedy?
- Ale myśmy nic nie zrobili.
- Dobra w takim razie obu zapraszam w ustronne miejsce, mamy do pogadania.
- Ustronne miejsce? No okej, to gdzie? Do kibla?
- Dobra jak widzę w naszej budzie nie ma innego miejsca, przepraszam cię Łukasz ale muszę porozmawiać z nimi na osobności.
- Okej, ale… - Łukasz chciał coś dodać.
- Żadnych ale! Chodźcie.
- Ale do męskiego, ja za nic nie pójdziemy do babskiego.- Mówili obaj
- Dobra do męskiego już!
Gdy upewniłam się, ze nikogo nie ma w kiblu oprócz nich i mnie, przeszłam do faktów.
- Który skurwysyn zgwałcił Kasię?! Co już kurwa mówić mi jak na spowiedzi.
- Kto Kasię?! A może kto ciebie? Nie ciekawi cie to?
- Wiesz jakoś nie…
- Dobra, dobra i tak wiemy, że chcesz wiedzieć kto. A więc Kaśkę to we dwóch żeśmy rżnęli jak deskę, i tak by się nie poskarżyła mamusi. A ciebie to… Hmm, ty czy ja? AA no tak we dwóch. A co raz się żyje!
- O wy skurwysyny jebane gnoje! To mam wspaniałą wiadomość dla was obu albo dla jednego sami nie wiecie, bo kurwa presja seksualna już dawno w dupie poprzewracała. To tak wam powiem, że jeden z was będzie tatusiem. Cieszycie się?
- No chyba cie zjebało? Ciekawe jak kurwa? Myślisz, ze Durexów nie mieliśmy? No ja założyłem, a ty Fabian?
- NO wiesz kurwa, chciałem bez, bo ja już nie mogę w gumkach. – tłumaczył się ze skruchą jeden z idiotów.
- Co kurwa?! Ty idioto zjebany! Kurwa teraz będziesz tatuśkiem kurwa, życzę powodzonka, a i zwracasz mi za Durexy. I jakby co to się nie znamy, Nara!
- Ale Radziu no wee…
- A spierdalaj tatuśku!- po tych słowach trzasnął drzwiami i wyszedł.
Fabian rozpłakał się i siadł w koncie kibla. Myślałam, ze jebne. Taki chojaczek, a wyje?
- Czy cie pojebało?! Wyjesz?! Taki chojaczek, a tu proszę, zachciało się ruchać bez Durexów, nie wspominając o tym, że w ogóle się zachciało kurwa! Będziesz tatuśkiem! Nie smutaj kurwa! Takim idiota być to już w ogóle nie wiem jak można być. Alimenty będą jak chuj! Żegnam pana! – chciałam już wyjść gdy Fabian zerwał się szybko i złapał mnie za rękę.
- Nie! Czekaj, powiem ci całą prawdę…

Bohaterowie:

Klasa Natalii, Kasi i Łukasza:

Monia:

Fabian i Radziu:

Kasia:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ROZDZIAŁ XIV
,, Załamanie w kolorze red''
Pobiegłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. ,,Jak mogłam zapomnieć, ze jestem w ciąży?’’ Zadawałam sobie to pytanie przez jakieś pięć minut. Czułam, ze zaraz zwymiotuję chyba organami. Nie wytrzymałabym już ani jednej lekcji w tym stanie, więc chwyciłam za plecak i wybiegłam ze szkoły. Biegłam tak szybko jakby mnie ktoś gonił, coraz gorzej się czułam. Myślałam, ze zaraz znowu zwymiotuję. Wbiegłam do domu i zaraz byłam w łazience. Siedziałam tam z półtora godziny zanim byłam wstanie wyjść. Poszłam do swojego pokoju, otwieram drzwi i widzę moja matkę, jak leży na moim łóżku: - Co ty tu przepraszam bardzo robisz? Znowu najebana?
- Jak ty się do mnie odzywasz głupia dziwko?! – krzykała moja matka zrywając się z łóżka, oczywiście pijana.
– Dziwko?! O nie! Tak dłużej nie będzie! Jeszcze raz zobaczę cię pijaną to zrobię taką haje w sądzie, ze ci zabiorą Piotrka i jak tylko skończę osiemnaście lat, wezmę go do siebie i będzie zero kontaktu fizycznego i psychicznego! Bo dziecku przykładu patologii w domu nie będę dawała! Tak jak ty dawałaś mi przez ostatnie pięć lat! Masz sobie to wziąć do świadomości bo inaczej zrobię to i znajda się osoby, które mi bardzo chętnie pomogą! Jak nie chcesz żeby tak było to masz się ogarnąć! A teraz wypierdalaj!- Krzyczałam na matkę
Nic nie odpowiedziała i wyszła ze skruchą z mojego pokoju. Wiedziałam, ze się przejęła i mam nadzieje, ze się wreszcie ogarnie, bo nie wiem jak ja sobie później poradzę. Trzasnęłam drzwiami i położyłam się spać.
Następnego dnia poszłam normalnie do szkoły lecz przy samych drzwiach dopadły mnie takie mdłości, że znowu biegiem pobiegłam do łazienki. Zobaczyłam Łukasza, który siedział na ławce z głową w książce. Mam nadzieje, że mnie nie zobaczył. Zamknęłam się w łazience i czułam się tak okropnie jakbym miała zaraz umrzeć. ,, Jak ja wychowam to dziecko?’’, , Co będzie z moją matką?’’. Te pytanie przerastały. Nie dawałam rady, przez jednego dwóch popierdoleńców, którym zachciało się pieprzyć. Przez to mam zostać matką i skrzywdzić biedne dziecko, które nie miałoby warunków do normalnego życia? Nie ulżę sobie i temu dziecku. Na podłodze zobaczyłam kawałek szkła. Co mi tam. Wzięłam go w rękę i z płaczem zaczęłam mocno ciąć skórę na rękach i nogach. Krew ze łzami spływała wielkimi strugami po całym mym ciele. Z korytarza słyszałam odgłosy bójki i jak grupa chłopaków wrzuca kogoś do łazienki. Ale teraz mnie to nie obchodziło. Płakałam coraz głośniej zadając sobie coraz głębsze rany. Usłyszał mój płacz i dobijał się do drzwi. To był Łukasz, poznał mój płacz.
– Kasia co się stało? – krzyczał.
– Nie twoja sprawa! Idź stąd! Ja nie chce już żyć!- krzyczałam przez płacz.
– Co ty mówisz?! Nie, nie pozwolę! – mówił Łukasz wchodząc górą drzwi od toalety. Wskoczył do niej i stanął w kałuży krwi.
– Kasia? Co ty zrobiłaś?! – krzyczał, po czym otworzył drzwi od łazienki i wziął mnie na ręce. Byłam już prawie nieprzytomna – Kasiu proszę cię wytrzymaj!
Biegł przez korytarz szkolny krzycząc. Wpadł jak oszalały do pielęgniarki ze mną na rękach.
– Błagam pomocy! Pomóżcie jej! Dzwońcie po karetkę!

Bohaterowie:

Kasia:


Łukasz:

Matka Kasi:
 

 
ROZDZIAŁ XIII
,, Nowa znajomość "

Stałyśmy jeszcze długo w tym miejscu i płakałyśmy, nie mogłyśmy pogodzić się z tym, że Marcin nas zostawił, trudno było nam to zrozumieć...
- Przecież nas kochał, to po co to zrobił? - krzyczałam jak opętana.
- Nie wiem, on już chyba nie dawał rady, myślał, że go znienawidzimy. - mówiła Natalka.
Po chwili zrozumiałyśmy, że stanie tam niczego nie wskura, więc poszłyśmy w milczeniu do domu. Było już strasznie ciemno, gdy doszłam do domu była godzina 00:20, zdziwiłam się, że zobaczyłam zapalone światło. Gdy weszłam do domu w kuchni zobaczyłam płaczącego Piotrka z siniakiem na twarzy.
- Piotruś, co ci się stało? - mówiłam jednocześnie płacząc.
- Maaaa...mama.. mnie uderzyła jak chciałem, żeby zrobiła mi coś do jedzenia.
- Że co? Gdzie ona teraz jest? - pytałam się go z niedowierzaniem.
- Nie wiem, wyszła z domu i powiedziała, że ja tylko stwarzam problemy. - szeptał Piotrek dławiąc się łzami.
Po tym zrobiłam Piotrkowi kolację, opatrzyłam go i kazałam mu iśc już spać. Sama siadłam roztrzęsiona na łóżku i rozmyślałam nad tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Zostawił mnie Marcin, matka pije, nie mam w niej wsparcia, Natalka... ma podobny problem jak ja, więc też jej ciężko. Praktycznie zostałam z tym wszystkim sama, musiałam zajmować się Piotrkiem i nie mogłam zrozumieć matki. Wiedziałam, że ostro piła, ale nie przypuszczałabym, że może ona uderzyć własne dziecko, nigdy wcześniej tak się nie zachowywała. Byłam totalnie zaskoczona i potwornie zmęczona, położyłam się na łóżku i powoli zasnęłam płacząc.
Nazajutrz obudził mnie Piotrek, który chciał, żebym zrobiła mu śniadanie zanim pójdzie do szkoły. Wstałam, poszłam do łazienki i dałam jeść bratu. Zauważyłam, że mojej matki wciąż nie ma w domu, więc ubrałam się, spakowałam swój plecak i odprowadziłam Piotrka do szkoły. Sama też poszłam na lekcje. Pierwsza była matma, badzo lubiłam matmę, ale dzisiaj nie byłam w stanie racjonalnie myśleć. Trochę zdziwiło mnie to, że lekcja nie zaczęła się tak jak zawsze, lecz nauczycielka przyszła z jakimś chłopakiem. Był on bardzo przystojny, miał brązowe włosy i grzywkę. Ubrany był w koszulę i jeansowe spodnie, wyglądał obłędnie, lecz nawet to mnie teraz zbytnio nie interesowało, nie mogłam zapomnieć o wczorajszych wydarzeniach. Nagle moje rozmyślania przerwał głos nauczycielki :
- Dzień dobry kochani! To jest Łukasz, od dzisiaj będzie chodził z wami do klasy, mam nadzieję, że się polubicie. - mówiła uśmiechając się.
- Dziiieeeeeń dobryyyyyyy. - krzyczała cała klasa.
- Łukasz, zajmij jakieś wolne miejsce i zaczynamy lekcję. - mówiła matematyczka.
Natalki nie było dzisiaj w szkole, więc miejsce koło mnie było wolne, ale nawet nie przypuszczałabym, że podejdzie on do mnie, lecz tak się stało.
- Mogę? - zapytał Łukasz słodko się uśmiechając.
- Siadaj. - odpowiedziałam.
Zaczęła się lekcja, liczyliśmy, pisaliśmy jak to bywa na matmie. Nagle Łukasz na kartce od zeszytu napisał : ,, Jak się nazywasz? ; ) " Wzięłam do ręki długopis i odpisałam : ,, Kasia ". Chłopak uśmiechnął się i napisał na kartce : ,, Ty już znasz moje imię, więc miło mi. Będę mógł z tobą siedzieć na innych lekcjach? " Odpisałam mu : ,, Dzisiaj nie ma koleżanki z którą siedzę, więc jeśli chcesz to nie mam nic przeciwko " . ,, Dziękuję " - odpisał Łukasz. Nagle naszą pisemną rozmowę przerwał dzwonek na przerwę i oboje nie wiedzieliśmy czy było coś zadane, ale szczególnie się tym nie przejęliśmy. Na przerwie siadłam na ławce i założyłam słuchawki na uszy, chciałam zagłuszyć ten cały gwar. Gdy tak siedziałam ktoś lekko szturchnął moje ramię. Zauważyłam siedzącego koło mnie Łukasza. Zapytał mnie skąd jestem, czym się interesuję itp. Po chwili rozmowy, okazało się, że jest on moim sąsiadem, który niedawno się wprowadził. Dowiedziałam się też, że jego rodzice zginęli kilka lat temu w wypadku samochodowym i mieszka teraz z dwoma starszymi braćmi. Ja także opowiedziałam mu trochę o swoim życiu, a mniej więcej : że mój ojciec nie żyje, że moja matka pije i, że mam młodszego brata. Zadziwiająco nie śmiał się z niczego i przyjął to ze zrozumieniem, zauważyłam, że jest on inny, bardziej dojrzalszy od tych idiotów z mojej klasy. Wymieniłam się z nim nawet nr. telefonu. Dobrze mi się z nim gadało, lecz naszą rozmowę przerwało moje samopoczucie, nagle w przerażająco szybkim tempie bardzo źle się poczułam...

Bohaterowie :

Kasia i Natalka :


Piotrek :


Łukasz :
 

 
ROZDZIAŁ XII
,, Nad przepaścią''
Minęło parę dni, Kasię wypisano ze szpitala. Była już w niezłym stanie ale nie chciała mnie widzieć, tak samo jak Marcina. Siedziałam kolejny dzień bez wychodzenia z domu, nie mogłam tak dłużej. Ubrałam się i pobiegłam do domu Kasi. Stanęłam przed drzwiami i zaczęłam w nie uderzać pięściami.
– Kasia! Proszę cie, otwórz mi błagałam! Musze ci wszystko wyjaśnić!
-Nie! Nigdy, nie będę słuchać twoich tłumaczeń! Wypierdalaj stąd!
Wiedziałam, że już na pewno nie otworzy, ale tyle czasu ile ja znam jej dom nie zdało się na marne. Drzwi od piwnicy zawsze były otwarte, więc weszłam. Wchodząc na piętro usłyszałam głośną muzykę metalową. Ta sytuacja zadziwiła mnie, bo Kasia nienawidziła metalu. Otworzyłam drzwi od jej pokoju, a ona leżała z głową w poduszce płacząc. Siadłam koło niej na łóżku. Ona odwróciła się i wybuchła krzykiem:
-Co ty tu do cholery robisz?! Mówiłam ci, ze nie chce cie widzieć! Wypieprzaj stąd zanim czymś rzucę!
- Kasia proszę cie porozmawiajmy!
- Tu nie ma o czym rozmawiać! Lizałaś się z Marcinem, choć doskonale wiedziałaś, ze ja go kocham.
-Ale Kasia, to wcale tak nie było! Znaczy no pocałował mnie ale ja tego nie chciałam! Ja go wcale nie kocham! Zrozum to!
-Taa jasne! Założę się, że oprócz lizania, to było coś więcej!
- Kasia! Przestań! Nic miedzy nami nie było! On cie kocha!
Kiedy lekarze cie ratowali on chciał iść się zabić! Mówił mi ze jesteś jego miłością, jedynym sensem życia!
- Nie kłam! I tak zapewne cie w kiblu przeleciał z pięć razy, a ty mi tu takie głupoty pierdolisz?! Że niby ja jego miłością?!
- Bożee! Zrozum on cie kocha i nikt mnie nie przeleciał! -Może tak, może nie…
- Kasia przestań! Jak chcesz zaraz mogę do niego zadzwonić , żeby przyszedł i ci wszystko powie. Choć lepiej by było gdybyś to ty zadzwoniła…
- Nie! Ja nie będę do niego dzwonić i ty tez masz nigdzie nie dzwonić!
-Dobra rób jak chcesz, on mógłby ci wszystko wyjaśnić…
-Ok. Skończ już tę gadkę i idź, Chce być teraz sama.
– Dobra jak sobie chcesz ale pamiętaj, on ci wszystko może wytłumaczyć… Widziałam, ze Kasia nie chce już słuchać moich słów, więc poszłam. Było już ciemno, latarnie pięknie oświetlały drogę, a gwiazdy… Gwiazdy były cudowne. Szłam długo z głową uniesioną aż weszłam na barierkę mostu.. Byłam jakieś półtora kilometra od domu. Nie wiem jak tam zaszłam, nie pamiętałam. Gwiazdy przechwyciły mój cały umysł. Opuściłam głowę i spojrzałam w bok. Patrzę, a tam ktoś stoi na barierce. Podbiegłam o tej osoby i chciałam pomóc jej zejść… - Zostaw mnie! Spierdalaj!
- Marcin? Co ty tu… - po głosie poznałam Marcina.
- Natalia? Co ty tu właśnie robisz?!
- Nie, to ja się pytam co ty tu robisz? Pojebało cie? Chcesz skoczyć?! Masz natychmiast zejść!
- No mam taki zamiar ale zanim to zrobię to może się przejdziemy? - Czy ty jesteś normalny? Chodź tu szybko złaź!
- Dobra ale chodźmy. - mówił Marcin zeskakując z barierki mostu. Szliśmy w stronę parku, gdy nagle Marcin siadł na ławce i kazał mi się przysiąść.
– Chodź coś ci powiem…
Siadłam obok niego, a on wziął mnie za rękę…
- Pisałem bardzo długo z Kasią i kocham ja nad życie. Ona naprawdę wiele dla mnie znaczy i kocham ją bardzo, i to jak bardzo ale poznałem też ciebie. I zrozumiałem, ze cie tak samo kocham. Darze was obie równym uczuciem i tyle samo dla mnie znaczycie. Żadna z was nie jest w moim oku lepsza ani gorsza, jesteście po prostu idealne. Ale z moich doświadczeń wynika, ze świat nie toleruje takiego zachowania i brak jest miejsca dla takich jak ja, którzy nie potrafią kochać jednej osoby. Dlatego muszę skończyć ze sobą ale nadal będę was tak samo kochał…
- Marcin, czemu nie powiesz tego też Kasi? Pomyśl jak ona się teraz czuje. Ona musi wiedzieć…
- Dobrze zadzwonię po nią , mam nadzieje, że przyjdzie. Po tym co zobaczyła zapewne będzie jej trudno ale może się przełamie…
Marcin wystukiwał w klawiaturze numer do Kasi wiele razy lecz ona nie odbierała. Postanowiliśmy zadzwonić z budki bo numer wyświetla jej się jej i wie, kto dzwoni. Po dwóch próbach odebrała…
- Kasia? Proszę cie musimy porozmawiać. Błagam cie, muszę ci coś wytłumaczyć…
- Nie chcę twoich tłumaczeń…
- Błagaam cię zaraz będę skakał z mostu i chce ci powiedzieć prawdę. Daj mi odejść w spokoju. Proszę cie… Bądź niedługa na moście obok parku. Czekam…
- Dobra, dobra. Daruj sobie. Wyjątkowo mi się nudzi i może przyjdę…
Połączenie zostało zakończone…
- I co?Przyjdzie?
- Mówiła, że może przyjdzie. Wierze w to że na pewno przyjdzie…
Poszliśmy na most i czekaliśmy na Kasię. Po piętnastu minutach zjawiła się. Początkowo chciała się cofnąć ale przyszła do nas. – Natalka? Co Ty tu robisz? Co to ma być za jakiś spisek?
- Kasiu proszę cię muszę ci coś wytłumaczyć. Chodź na chwilę…
Poszli wzdłuż mostu rozmawiając. Marcin wytłumaczył Kasi jego nietypowe uczucie i gdy wrócili, po minie Kasi zrozumiałam, że zaakceptowała wieści od Marcina.
– Kochane moje dziewczęta, będę was kochał zawsze. Mojego uczucia nic nie zmieni, więc muszę odejść i to już na zawsze… - mówiła ze skrucha Marcin, po czym przytulił nas obie i złożył po gorącym pocałunku na ustach każdej z nas. Nie spodziewałyśmy się, że zaraz może go zabraknąć. Odszedł i stanął twarzą do nas na barierce mostu uśmiechając się.
– Marcin nie skacz, jakoś to załatwimy! Nie wszystko musi skończyć się śmiercią!- Kasia mówiła przez gorzki płacz.
– Marcin błagamy cię wróć do nas, nie odchodź! – krzyczałam.
– Nic już nie poradzę. Wszystkiemu winien jest ten świat. Pamiętajcie, że kiedyś się jeszcze spotkamy w nowym. Lepszym świecie lecz na razie zegnam was moje jedyne, prawdziwe i kochane osóbki...
Po tych słowach Marcin odchylił się w stronę rzeki. Nie zdążyłyśmy dobiec do barierki, Marcin skoczył…
- Kocham was! – usłyszałyśmy echo po czym plusk wody.
- Marcin nie żyje! Zabił się przez nas! Jego serce kochało i przez to przestało bić! – Krzyczałyśmy przez tak gorzki płacz, że każdy kto by to usłyszał zaraziłby się nim na odległość.
Jedna osoba o tak wielkim sercu, która potrafiła pokochać dwie osoby, już nigdy nie wróci….

Bohaterowie:

Marcin:

Kasia:

Natalia:
_________________________________________________

Dla Marcina, który potrafił kochać...[*]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ROZDZIAŁ XI
,, Szczęście w nieszczęściu''
- Jaki ślad? O czym pan mówi? - pytał Marcin.
- Powiedziałbym wam, ale nie mogę. To zbyt osobista sprawa, lepiej żeby Kasia sama wam o tym powiedziała. Jesli będzie chciała to tak zrobi. - odpowiedział lekarz.
- Czyli , że możemy do niej wejśc? - zapytałam.
- Tak, ale nie za długo! - krzyknał lekarz.
Po tych słowach jak najszybciej wbieglismy do sali w której leżała Kasia i staneliśmy koło jej łóżka. Wyglądała nie najlepiej, a po jej policzkach spływały łzy. Ku naszemu zaskoczeniu, zanim się uśmiechnąć, odwróciła się ona do nas plecami i udawała, że nas nie widzi. Nie wiedzieliśmy o co chodzi.
- Ejj, Kasia, zdrowiejesz, teraz wszystko będze ok. Nie smuć się, wszystko się jekoś ułoży.najważniejsze, że z tobą już jest lepiej. - powiedziałam.
- Właśnie kochana. - dodał Marcin.
- Kochana? Jak śmiesz tak do mnie mówić? Kim ja dla ciebie właściwie jestem? Wypieprzać mi z tąd oboje i to już! - krzyczała Kasia płacząc.
- Ty...tyy.. widziałaś to co zdarzyło się pomiędzy mną i Natalką na korytarzu, prawda? - pytał Marcin.
- Tak wiesz, widziałam! Ja ci zaufałam, zwierzałam się, a co najważniejsze...pokochałam cię, a ty okazałeś się zwykłym skurwielem, takim samym jak ci co mnie zgwałcili, nienawidzę cię! Nigdy ci tego nie wybaczę, rozumiesz? A po tobie Natalka to zwyczajnie bym się tego nie spodziewała. - mówiła Kasia łkając.
- Ale to było ze szczęścia, po prostu tak bardzo się cieszyliśmy, to samo tak wyszło, zrozum... - tłumaczyłam.
- Właśnie... Ja Ciebie naprawdę kocham i nie jestem tacy jak oni, ale co ty powiedziałaś? Ci co CIĘ ZGWAŁCILI? To jest ten ślad o którym mówił lekarz? - pytał się przerażony Marcin.
- Tak, kurwa, tak! Zgwałcili mnie i do tego jestem w ciąży! Zadowoleni? A teraz won z tąd, nie chce was widzieć, nie chce nikogo widzieć, chce być sama! - krzyczała Kasia zalewając twarz łzami.
- Nie.. Zabije ich, nie daruje. Zabije, zabije, zabije! - darł się Marcin.
- Koniec wizyty, dajcie odpocząć Kasi. - powiedział lekarz który właśnie wszedł do sali.
Po czym wyszlismy na korytarz. ja stałam w miejscu jak słup i nie wiedziałam co mam robić, a Marcin wybiegł ze szpitala jak oszalały, chciałam biec za nim, ale nie nadązyłam i zastanawiałam się, gdzie on mógł pobiec...

Bohaterowie:
Marcin:


Kasia:


Natalka:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ROZDZIAŁ X
,,Przebudzenie"

- Co jest? Jak wyniki?- krzyczał Marcin.
- Może trochę grzeczniej młodzieńcze. Nie będę dłużej tolerował twojego nagannego zachowania.
- Przepraszam. Ale co z nią?
-A więc sytuacja jest taka, ze na podstawie badań stwierdziliśmy…
- Panie doktorze, jest pan proszony na sale! – krzyknęła pielęgniarka z pod drzwi Sali , w której leżała Kasia.
- Przepraszam ale obowiązki wzywają, zaraz wrócę. – powiedział lekarz biegnąc w stronę Sali
Zamknął nam drzwi od Sali przed samym nosem.
- Cham! – powiedziałam oburzona siadając pod ścianą
- Ciekawe co się stało? Jak znowu coś złego? – pytał podenerwowany Marcin.
- Nie wiem, mam nadzieje, że jest lepiej. Ale nic dokładnie nie wiemy, bo oczywiście jaśnie pan doktor nawet nie raczył wypowiedzieć się w tym temacie. – mówiłam heroicznie
- Przestań! Znowu zaczynasz. Czy ty nie morzysz obyć się bez tych komentarzy?
- Jak widzisz nie mogę i nic do tego nie masz!
-Zamiast przejmować się swoją przyjaciółką użalasz się nad sobą i cały czas wyklinasz tych lekarzy!
- Taki mądry jesteś? A kto w drzwi napieprzał i od skurwieli wyzywał? Co może ja?
- Dobra skończ, bo widzę znowu się kłócimy zamiast się Kasią przejmować to drzemy ryje na siebie.
- No chyba ty masz ryj.
- No znaczy.. cały czas się kłócimy. Ty nie masz ryja, ja mogę mieć.- mówił Marcin pusto się uśmiechając.
- I czego się głupio cieszysz? Chodź lepiej zobaczmy co się dzieje. – mówiłam ironicznie do Marcina.
- No dobra.
Podeszliśmy do szklanych drzwi i zobaczyliśmy, że Kasia ma otwarte oczy. Boże co to była za radość. Skakaliśmy ze szczęścia. Nagle Marcin wziął mnie na ręce i mocno przytulił, po czym namiętnie pocałował. Trwało to raptem parę sekund lecz mi wydawała się to wieczność.
- Co my robimy?! Boże! Ogarnijmy się! Nic nie było! – powiedziałam w panice- Puść mnie! Mam nadzieję, że Kasia tego nie widziała. – krzyknęłam.
Marcin postawił mnie na podłogę i stał jak osłupiały patrząc się na mnie, a ja czekałam na lekarza.
- Czego się głupio patrzysz! Chodź po lekarza! – powiedziałam chwytając go za rękę.
Lekarz wyszedł z sali i oznajmił, że Kasia jest w dobrym stanie .
- Jak widzicie wybudziła się i będzie teraz powracać do zdrowia. Rany się zagoją lecz jeden ślad pozostanie… - powiedział stanowczo lekarz.

Bohaterowie :

Natalka z Marcinem :


Pielęgniarka i Kasia :
 

 
ROZDZIAŁ IX
,, Ukojeni w rozpaczy "
Poszłam z Piotrkiem do parku, pospacerowaliśmy trochę, po czym kupiłam mu na mieście zapiekankę. Widać, że był bardzo głodny, bo pochłonął ją niesamowicie szybko, ah biedny dzieciak... Po nakarmieniu Piotrka postanowiłam, że nie mogę go zabrać ze sobą do szpitala, więc zaprowadziłam Piotrka do pani Grażynki, ona zawsze pomagała mi i Kasi w potrzebie, więc miałam nadzieję, że i tym razem mogę na nią liczyć. Podeszliśmy do domu pani Grażyny i zadzwoniliśmy dzwonkiem. Po chwili otworzyła nam drzwi.
- Dobry wieczór dzieci, co was do mnie sprowadza? - zapytała.
- Dobry wieczór pani Grażynko, mam do pani prośbę, czy zaopiekowałaby się pani Piotrkiem przez kilka godzin? Bardzo panią proszę. - mówiłam.
- Z przyjemnością popilnuję tego małego urwisa. - mówiła pani Grażynka z uśmiechem.
- Dziękuję pani bardzo, jest pani cudowna! - przytuliłam panią Grażynkę i zostawiłam jej Piotrka.
Po załatwieniu sprawy z bratem Kasi, poszłam do szpitala... Gdy weszłam na korytarz od razu w oczy rzucił mi się siedzący na nim Marcin, podeszłam do niego i zapytałam go, czy wiadomo coś nowego w sprawie Kasi. Powiedział, że nie, lekarz mówił, że zrobili jej badania i powiadomią nas o ich wynikach jak najszybciej.
Czekaliśmy więc zniecierpliwieni. Nagle łzy same zaczeły spływać mi po policzku, nie wiedziałam co mam robić, nie mogłam ich powstrzymać. Gdy po korytarzu przechodził lekarz Kasi, myślałam, że idzie on powiadomić nas o wynikach, lecz przeszedł obojętnie.
- Może by nam pan łaskawie powiedział co z nią? - krzyczałam jak opętana.
- Dowiecie się w swoim czasie. - mówił lekarz. - Zawiadomiliście jej matkę? - zapytał po chwili.
- Co? Chyba pan sobie kpi, byłam u tej dziwki, leżała ona zalana w łóżku z moim ojcem, ma pan więcej pytań? No proszę, niech mnie pan dobije, śmiało! - darłam się.
- W takiej sytuacji za chwilę przedstawię wam wyniki badań Kasi, tylko proszę spokojnie. - ciągnął lekarz.
- Zaraz, kurwa zaraz. Zaraz to może i ona umrze, ale kogo to interesuje... - szeptałam przez łzy.
Pierdolony lekarz, mam już tego dość! Po co tak krzyczałaś? Może inaczej na spokojnie, by nam przekazał te wyniki! - zaczął wykrzykiwać Marcin.
- O tak, teraz to jeszcze moja wina? To czemu ty się w ogóle nie odezwałeś, co? Taki z ciebie chojrak? Weź się w garść, ty i tak nie wiesz wszystkiego o mnie i o moim życiu, więc się łaskawie odpierdol. - mówiłam ze wściekłością.
-Tak? A niby czego nie wiem? - pytał się Marcin. -Nieważne, gówno cie to obchodzi! – krzyknęłam na Marcina. -Tak? Mów mi i to już! - Nie! - Mów do cholery!- mówił pewny siebie Marcin. Po jego twarzy widziałam, ze myśli o jakiś pierdołach.
-Co mi tam… I tak nic tego nie zmieni. Pamiętasz jak przyszłam do szpitala cała roztrzęsiona? Wtedy wcale nie byłam w domu, jakiś skurwiel dźgnął mnie nożem i zostawił mnie gołą w swoim łóżku, a co robił przez noc to nie wiem! – krzyczałam przez płacz.
- Co? Nie, ja ich zajebie, nie wytrzymam tego, nie wytrzymam! Strasznie mi przykro. Przepraszam cię. - mówił Marcin ze zmartwieniem.
Szlochałam na cały głos, łzy leciały mi po policzku jak oszalałe, gdy w pewnej chwili Marcin położył rękę na moim ramieniu i mocno mnie przytulił. Czułam się cudownie, nagle przez chwile o wszystkim zapomniałam. Już dawno się tak nie czułam. Po chwili ocknęłam się i przypomniało mi się, że przytulam chłopaka mojej najlepszej przyjaciółki, miałam ogromne wyrzuty sumienia, lecz nie mogłam się opanować i nadal tuliłam się do niego.
Gdy tak sobie beztrosko siedzieliśmy chwilowo zapominając o wszystkim, nagle ujrzeliśmy lekarza. Podbiegliśmy do niego, okazało się, że są już wyniki Kasi...

Bohaterowie :

Natalka z Marcinem :


Piotrek i pani Grażynka :


Lekarz:
 

 
ROZDZIAŁ VIII
,,Przerażający widok "

- Otwierać te pieprzone drzwi skurwysyny! Musze ją zobaczyć!- krzyczał Marcin waląc w szklane drzwi.
- Marcin, uspokój się! – próbowałam go uspokoić
- Co ty kurwa wiesz?! Nie dam rady się opanować! Rozumiesz to czy nie?! Jak nie to wypierdalaj!- krzyczał dalej waląc w drzwi.
- A wiesz, że kurwa wiem i to wiele więcej od ciebie! Ogar! – krzyknęłam na niego i popchnęłam go na ścianę.
Marcin początkowo chciał mi oddać ale powoli obsuną się po ścianie i schował głowę w kolanach. Siadłam przy nim.
- Przepraszam cie Marcin za to, nie chciałam cie popchnąć. Ale wiesz jak to jest.- tłumaczyłam Marcinowi.
- Nie przepraszaj, to ja powinienem cie przeprosić. Czasem nie potrafię ogarnąć ryja i drę się na kogo popadnie. Naprawdę przepraszam. – mówił Marcin trzymając mnie za rękę.
- Dobra przeprosiny przyjęte lepiej zobaczmy co się dzieje.
Kasia leżała nieprzytomna. Lekarze biegali po Sali. W kocu zaczęli używać elektrowstrząsów. Po 3 minutach przestali, myśleliśmy, ze to już koniec odeszła. Marcin walił w drzwi coraz mocniej. Lekarz wezwał ochronę , która wyprowadziła go na zewnątrz. Podbiegłam do lekarza nerwowo wypytując co się stało.
- Przez chwilę została zatrzymana akcja serca i koniecznie musieliśmy użyć elektrowstrząsów. Jej stan jest stabilny. Zrobimy jeszcze kilka badań i zobaczymy co będzie dalej. A tak odbiegając od tematu nie możemy skontaktować się z jej matką, możesz podać mi numer do jej ojca?
- Niestety nie mogę, jej ojciec nie żyje od 5 lat i nie ma takiej możliwości.
- Nie wiedziałem. Przykro mi, ale byliśmy w domu matki i nie zastaliśmy nikogo.
- Jej często nie ma, dziś spróbuje się z nią skontaktować i powiem żeby spotkała się z panem.
- Dobrze liczę na ciebie.
Poszłam na dwór i zobaczyłam Marcina, który leży na chodniku. Szybko podbiegłam do niego.
- Marcin co ci jest?- szturchnęłam nim.
- Co ja tu robię? Co się sta… Kasia co z nią?!
- Na chwile przestało jej bić serce i ….
- Nie żyje! Niee! Idę się zabić, moja jedyna miłość i sens mojego życia już nie istnieje. Po co ja żyję? Żegnaj…
- Marcin stój o na żyje! Lekarze ją uratowali i jest w stabilnym stanie i będą robić jeszcze parę badan i zobaczymy co będzie.
- Bożeeee! Wystraszyłem się, dobrze, że nic gorszego.
- A tak w ogóle, gdzie jest ten twój kolega?
- Darek ma tu znajomego i zatrzymał się u niego.
- O to dobrze, bo myślałam, że na dworcu spał.
- Nie, poradziłby sobie.
Pożegnałam się z Marcinem i poszłam do domu. Byłam bardzo zmęczona i rzuciłam się na łóżko nie pamiętając kiedy usnęłam. Gdy się obudziłam była 18. Zeszłam na parter i przeszłam się po całym domu. Nikogo nie było. Jak zwykle, matka w pracy, ojciec w delegacji, Stefan( mój starszy brat) jak zwykle zapewne na jakiejś bibie w kościele, a Mateusz( jeszcze starszy brat) tego nie widziałam z dwa miesiące ale tak to jest, jak się ma własną chatę. Sama się potwornie nudziłam, siadłam pod drzwiami łazienki i myślałam co mogło się stać tej nocy. Kompletnie nie pamiętałam co się działo po tym jak dźgnął mnie nożem. Przypomniałam sobie, że miałam porozmawiać z matką Kasi. W końcu nic nie wie. Wyszłam z domu i poszłam ciemną ulicą. W domu Kasi paliło się światło, ktoś tam jest. Zapukałam do drzwi ale nikt nie otwierał, chwyciłam za klamkę i drzwi stanęły przede mną otworem. Przeszłam przez korytarz wołając czy ktoś jest w domu, nikt nie odpowiadał. Nagle usłyszałam płacz Piotrka ( młodszego brata Kasi). Płacz wydobywał się z małego pokoiku na piętrze. Chwyciłam za klamkę ale drzwi były zamknięte.
- Piotrek, otwórz, to ja Natalka.
Po chwili płacz ustał i zamek przekręcił się. W drzwiach stanął brudny i cały zapłakany Piotrek.
- Co się stało mały? Powiedz.
- Nic, tylko głodny jestem.
- Chodź dam ci kanapkę.
Zeszłam z nim do kuchni w której było pełno butelek po piwie, paczek po papierosach i kartonów po wódce. Z trudem przeszłam przez tę kupę śmieci i dotarłam do lodówki. Pusto.
- Nic nie macie do jedzenia?
- Nnnie- mówił przez płacz Piotrek.
- A gdzie twoja mama?
- W ga ga garażu…
- Usiądź tu i czekaj zaraz przyjdę.
Poszłam szybko do garażu, z którego wydobywały się krzyki matki Kasi. Otwieram drzwi i co widzę? Oczywiście dziecko siedzi głodne, a ona pieprzy się z jakimś kolesiem. O nie, tak nie będzie zeszłam po schodach i podeszłam do łóżka.
- Co to kurwa jest?! Wyłaź! Twoja córka leży w szpitalu! Rozumiesz to kurwa? W szpitalu! Szpi! ta! Lu! Kurwaaa! Wyłaź z pod tej kołdry!
Odsłaniam kołdrę i pomijając fakt dwóch pierdolących się osób, kogo widzę? Mój stary we własnej osoby jebie matkę Kasi. Myślałam, że ich zaraz zabiję.
_ Natalka, to nie tak jak myślisz.
- Tak kurwa?! No to jak ? jak nie tak?
- To ona sama mi wlazła do łóżka.
- Tak powiadasz? Dziwne, bo ja myślałam, ze jesteśmy właśnie w jej domu i pieprzysz się z nią w jej łóżku. Ale to takie moje poglądy, może się mylę
- Natalka!
- Aaa… i jeszcze jedno. Jesteś jebanym skurwysynem, który pcha matkę mojej najlepszej i jedynej przyjaciółki, więc jest kurwa zajebiście! Patologia przez duże P!
- Jak ty się kurwa wyrażasz smarkulo?!
Nie wytrzymałam, dałam mu z liścia i poszłam ku drzwiom.
- Miłego się pieprzenia i żebyście kurwa doszli! A i życzę wam żeby wam kodon nie pękł, jeśli go w ogóle macie, bo wiecie… jeszcze coś z tego może wyjść.
Walnęłam mocno drzwiami i z płaczem wzięłam Piotrka i pobiegłam z nim do parku…

Bohaterowie :

Natalka:


Kasia :


Matka Kasi i ojciec Natalki :


Brat Kasi :


Marcin :


Ten rozdział dedykujemy Martynce, za to, że przyczyniła się częściowo w napisaniu go z nami. ; )
 

 
ROZDZIAŁ VII
,,Opętani strachem "

Obudziłam się w czyimś łóżku, byłam w jakimś domu, kompletnie nie wiedziałam gdzie się znajdowałam. Nagle spostrzegłam, że jestem goła, a koło mnie leży kartka na której pisze : " Byłaś cudowna. Powiedz tylko o tej sytuacji komuś szmato, a następnym razem już napewno nie przeżyjesz. Twój wielbiciel. ; * ". Byłam zdesperowana, nie wiedziałam co się ze mną działo i kto zostawił tą kartkę, nie pamiętałam nic poza tym, że wczoraj Kasia trafiła do szpitala i że ktoś dźgnął mnie nożem, właśnie... Obejrzałam szybko ranę, była ładnie opatrzona, wszystko było ok, oczywiście poza tym, że nadal nie wiedziałam kto napisał tą kartkę i co się ze mną działo tej nocy.
- Co ja zrobiłam? Co takiego mogło się stać? O co tutaj chodzi? - Wciąż męczyły mnie te pytania, a najgorsze jest to, że kompletnie nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć.
Minął jakiś czas, gdy tak próbowałam sobie coś przypomnieć, ale to nic nie dało, wciąż nie mogłam skojarzyć co ja tutaj robię. Postanowiłam się ogarnąć i pójść do Kasi, do szpitala. Wstałam z łóżka, szybko się ubrałam i zeszłam po schodach na dół, dłuższy czas szukałam wyjścia, aż wreszcie je znalazłam. Gdy wyszłam z domu skojarzyłam sobie, że to dom jednego z tych skurwieli, którzy chcieli zgwałcić Kasię...
W tym samym czasie, z punktu widzenia Marcina :
Całą noc spędziłem na szpitalnym korytarzu, byłem wstrząśniety. W głowie miałem totalny mętlik. Kasia cały czas była w śpiączce, nie mogłem spokojnie siedzieć i cały czas chodziłem w kółko. Postanowiłem zadzwonić do Natalki, ale ona nie odbierała, próbowałem wiele razy, aż w końcu udało mi się.
- Halo, Natalka?! Gdzie Ty się podziewasz?
- Jaa... Właśnie idę do szpitala, zaraz będę.
- Ok, ale szybko, bo sam już nie daje rady, czekam.
Miałem już tego dość, nie mogłem spokojnie siedzieć, gdy Kasia w każdej chwili może przestać oddychać, nie wytrzymywałem tego. Gdy z sali w której znajduje się Kasia wyszedł lekarz szybko do niego podbiegłem i zacząłem go wypytywać jak z nią, czy z tego wyjdzie i czy nie umrze. Na początku nie chcieli mi nic powiedzieć, ale podałem się za jej brata i powiedzieli mi, że nie jest z nią najlepiej, i że nie wiadomo jeszcze kiedy się wybudzi, trzeba czekać.
- Co kurwa? Sami sobie czekajcie, ja się zabije, jak ona tego nie przeżyje, błagam pomóżcie jej!
- Spokojnie młodzieńcze, bez nerwów. Pomożemy jej najlepiej, jak umiemy.
Rozmowę z lekarzem przerwała wbiegająca Natalka. Była cała zdyszana i roztrzęsiona, wyglądała także nieciekawie.
- Gdzie się podziewałaś przez ten cały czas? - spytałem.
- Ja.. jaa... byłam, w domu.. a gdzie bym mogłą być? A co z Kasią? Co z nią? - wyjąkała niepokojąco Natalka.
- Bardzo źle, lekarz powiedział, że nie wiadomo kiedy się wybudzi, mówił, że trzeba czekać.
- To wszystko prze ze mnie, nie upilnowałam jej, a ona uciekła i wtedy ją złapali, to wszystko moja wina! Jestem beznadziejna! - mówiła Natalka płacząc.
- Przestań, to nie jest Twoja wina, a ni moja, to wina tych dwóch skurwieli co ją tak urządzili. Nigdy im tego nie wbaczę. - mówił Marcin.
- Dziękuję, że przyjechałeś, bo gdyby nie ty to nie wiem jakby się to wszystko potoczyło, mogłoby być jeszcze gorzej... - ciągneła Natalka.
- Ale jeśli ona nie przeżyje? Co wtedy? Ja tego nie zniosę! Ja ją... ko.. kocham ją! Ona jest dla mnie wszystkim, jeśli teraz umrze, to będzie koniec mojego życia, i życia tych skurwysynów, bo tego bym im nie puścił płazem. Nie, nie, nie tak nie może się stać! - krzyczał Marcin.
Nagle lekarz który opiekował się Kasią szybko biegł w kierunku jej sali, nie mieliśmy pojęcia co się dzieje. Zaczęliśmy biec za nim.
- Przestańcie, nie możecie w tej chwili przebywać w tej sali! - krzyknął przeraźliwie lekarz i zamknął za sobą drzwi.
Staliśmy na środku korytarza zdruzgotani i domyślaliśmy się najgorszego...

Bohaterowie :

Kasia :


Natalka :


Marcin :
 

 
ROZDZIAŁ VI
,, Ucieczka''
Biegłam już długi czas, a oni dalej mnie gonili. Postanowiłam ich zgubić. Skręciłam w jedną uliczkę i biegłam już ostatkami sił ale oni i tak mnie zobaczyli i nie dali za wygraną. Nagle stanęłam jak wryta. To już jest koniec, dalej nie ma drogi, ślepa uliczka. Próbowałam im się wymknąć ale jeden z nich mocno uderzył mnie w głowę i dalej nie pamiętam co się stało. Ocknęłam się w ciemnym pomieszczeniu. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem, próbowałam wstać ale byłam związana. Usłyszałam fragment ich rozmowy o jakimś telefonie ale dokładnie nie wiedziałam o co chodzi…
Była czwarta trzydzieści gdy zadzwonił telefon. Zerwałam się z łóżka i odebrałam:
- Co jest?
- No witaj kochana! Dzwonimy ze starego kantora i mamy tu twoja best frend, jak chcesz ja uratować to masz czas do jutra i przynieś laptopa, telefon i kase, bo jak nie to wiesz co możemy zrobić, więc trzym się suko!
Rzuciłam telefon i obeszłam cały dom, Kasi rzeczywiście nie było. Jak oni ja złapali? Byłam roztrzęsiona, nie wiedziałam co robić. Musiałam się kogoś poradzić ale kogo? Potrzebowałam wsparcia lecz nie miałam kontaktu z takimi osobami. Nagle przypomniałam sobie, że Kasia poznała Marcina i być może tylko on da radę jej pomóc. Pobiegłam do jej domu. Drzwi były otwarte, jej matka leżała pijana na kanapie. Szybko wyszperałam jej telefon i w kontaktach znalazłam numer do Marcina. Wybiegłam na dwór i czekałam aż się dodzwonię.
- halo? Kasia? Co się stało?
- Tu mówi przyjaciółka Kasi Natalka, Kasia potrzebuje twojej pomocy sama sobie nie poradzę. Porwały ją dwa typy i żądają okupu. Uwierz mi oni są bardzo groźni i nie zawahają się jej czegokolwiek zrobić. Błagam Cie pomóż!
- Co? Jak mogę was znaleźć podaj adres zaraz wsiadam w pociąg i jadę!
Podałam mu mój adres i choć mieszkał on w o 200 km stąd liczyłam, że przyjedzie.
Mijało południe, gdy do moich drzwi zadzwonił dzwonek. Szybko otworzyłam. Przed moimi oczami ukazało się dwóch dwumetrowych chłopaków.
- Gdzie jest Kasia? To ty jesteś Natalka? Dobrze trafiłem?
- Marcin? Tak szybko chodźmy musimy jej pomóc!
Razem pobiegliśmy we troje do starego kantora. Otworzyłam drzwi i cicho szliśmy na przód.
- Halo? Jest tam kto?
- zamknij się ździro jesteśmy tutaj. Czekaliśmy na ciebie. Masz?
- Tak mam. _ schyliłam się i zza drzwi wyskoczył Marcin z kolegą. Rzucili się na nich. Zaczęła się krwawa bójka, Szybko pobiegłam dalej szukając Kasi.
- Kasia!
- Tutaj! – usłyszałam słaby głos zza kartonów
Na krześle siedziała związana i pobita Kasia. Byłam przerażona jej widokiem, szybko ja uwolniłam i razem wolno odchodziłyśmy do wyjścia. Bójka trwała nadal, gdy jeden z tych kolesi wyciągnął nóż. Wbił go Marcinowi w udo, ale on na chwile przystanął i biorąc jednego z kolesi rzucił nim na stos butelek. Drugi z nich leżał nieprzytomny. Wyprowadziłam Kasię na dwór i wróciłam po Marcina i jego kolegę. Marcin klęczał przed jednym z kolesi, którego wrzucił w butelki i coś mamrotał.
- Marcin chodź!
- Zabiłem go, rozumiesz zabiłem go! – ze Łazami w oczach powiedział Marcin szturchając mnie – Zabiłem go! – wydarł się na mnie.
- Marcin chodź to nie twoja wina zostaw go!
Razem z jego kolegą wyprowadziliśmy go z kantora. Kasia leżała na kostce nieprzytomna.
- Kasia! Powiedz coś! Do cholery jasnej mów! – krzyczał Marcin odgarniając jej zakrwawione włosy z twarzy.
- Musimy ją zabrać do szpitala – rzekł kolega Marcina.
- szybko, nie mamy na co czekać! – powiedział Marcin biorąc ją na ręce – Gdzie jest szpital?!
- Chodźmy szybko! – wszyscy pobiegliśmy w stronę szpitala.
Marcin wbiegł na korytarz i krzyczał. Szybko podbiegli lekarze i kładąc ją na łóżko zabrali na salę.
- jej stan jest krytyczny, ale stabilny. Doznała obrażeń ciężkiego stopnia. Będzie musiała pobyć w szpitalu jeszcze przez 2 tygodnie.
- Jak to? Co jej jest?! - krzyczał Marcin
- Spokojnie młody człowieku ,postaramy się jej jak najlepiej pomóc. A teraz opowiedzcie jak to się stało i proszę o dane kontaktowe do rodziców.
- Ulica Metalowa 123, numeru telefonu nie mamy – powiedziałam lekarce.
- Dobrze, a jak to się stało? To niezbyt normalne aby przy zwykłym potknięciu powstały takie obrażenia.
- To, to był wypadek… - powiedziałam po czym wybiegliśmy ze szpitala
Siadłam na schodach i chowając głowę w ręce zaczęłam płakać.
- Natalka, co teraz będzie? Co z Kasią, co z nami?! – rzekł Marcin.
- Nie wiem. – odpowiedziałam cicho łkając.
- Jak to nie wiesz?! - krzyknął zdesperowany Marcin.
- Do cholery jasnej! Nie wiem ! Czy ja muszę wszystko wiedzieć?! – niechętnie odkrzyknęłam Marcinowi i pobiegłam w stroną parku. Zza drzew wyszedł koleś, którego podobno zabił Marcin.
- Nie daruje wam tego skurwysyny! – krzyknął i podbiegając wbił mi nóż w brzuch, po czym zniknął.
Upadłam i cicho krzyknęłam ,, pomocy’’ lecz mój krzyk był tak cichy, że nie sądziłam żeby ktoś to słyszał. Czułam , że zbliża się mój koniec ...

Bohaterowie:

Kasia:


Bójka Marcina z kolegą oraz tych dwóch kolesi:


Lekarka:


Natalka:


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ROZDZIAŁ V
,, Pragnienie''
Gęsta, czerwona ciecz spływała po mnie. Co jakiś czas słyszałam stłumiony krzyk za oknem. Nagle szyba pękła, a na podłogę upadł kamień. Gdy się obejrzałam na parapecie była już Natalka, która szybko podeszła do mnie.
– Co ty robisz?! Co się z tobą dzieje?!
Milczałam patrząc jej bezsensowni w oczy.
-Kasia, odezwij się!
Nie wiem dlaczego jej nie odpowiedziałam. Coś się we mnie zamknęło i nie mogłam nic z tym zrobić. Natalka nie zastanawiała się już dłużej i szybko chwytając mnie za rękę pobiegłyśmy razem do sąsiadki. Pani Grażyna starannie mnie opatrzyła i cały czas wypytywała się jak się to stało. Natalka powiedziała jej, ze to był wypadek i się przewróciłam na lustro rozbijając sobie rękę. Pani Grażyna zaakceptowała jej wersje wydarzeń i puściła nas do domu.
– Dzisiaj przenocujesz u mnie, a co będzie jutro to pomyślimy. – powiedziała Natalka prowadząc mnie do swojego domu. Nadal milczałam jak grób. Czułam, ze moje Zycie nie ma już najmniejszego sensu. Skoro tym razem mi się nie udało, to następnym się uda
Było pięć po pierwszej w nocy, gdy dopadło mnie pragnienie zwierzenia się Marcinowi. Mój telefon został w domu, lecz to mnie nie powstrzymało. Cicho wymknęłam się z domu Natalki i nie zważając na późną godzinę szłam do domu. Szłam scenka przez park, gdy nagle usłyszałam dialog dwóch osób. Podeszłam bliżej i gdy mijałam rozmówców błysnęło światło. Jeden z nich zapalał papierosa. Blask ognia z zapalniczki pozwolił mi, jak i również im zobaczyć twarz. Zaczęłam biec, gdy oni rzucili się w pogoń za mną krzycząc : Stój dziwko! I tak cie dogonimy…

Bohaterowie:

Kasia i Natalka :

Pani Grażynka :
 

 
Zapraszamy do czytania naszego opowiadania. ; )
 

 
ROZDZIAŁ IV
" Bezsilność "
Z Beatą rozmawiałam jako Stefan. Ciągnęliśmy tą rozmowę jak tasiemca, ona opowiadała o sobie ja zmyślałam historyjkę o sobie. Poprosiła mnie o numer telefonu. Na początku nie chciałam jej dawać ale pomyślałam, że ciekawe co ona będzie chciała pisać. Dałam jej numer i zaraz zeszłam z kompa, bo już było po 23. Już prawie zasypiałam gdy usłyszałam fragment piosenki: Był stałym bywalcem klubu, do którego właśnie przyszła. Wyższa liga, jej ciało mógł mieć jedynie w myślach… Czy to mój dzwonek? Tak, ktoś dzwoni. Patrzę na ekran a tam Beata. Wahałam się czy odebrać, bo przecież dzwoni do Stefana, a tu jakaś dziewczyna odbiera. Nie wiem co mnie podkusiło i nacisnęłam zielona słuchawkę…
-Halo, Stefan spisz? Chciałam Ci powiedzieć, ze… chciałam yyy… Chciałam Ci powiedzieć… Kocham Cię Stefan! Jesteś tam?
Zatkało mnie szybko wcisnęłam czerwoną słuchawkę. Padłam głowa na poduszkę patrząc się w sufit. Chciałam napisać jej prawdę ale coś mnie odepchnęło. Nie dałam rady, przed oczami widziałam ją jak odbiera sms z wiadomością, że Stefan to dziewczyna. Nie mogłam jej zranić i odłożyłam telefon powoli zasypiając.
Minęło już 2 dni po tym jak dopadli nas te typy w szkole. Nie chodziłyśmy do szkoły. Codziennie dostawałyśmy sms typu:,, Myślisz, że jak nie przyjdziesz do szkoły to Cie nie dorwiemy szmato!’’ albo ,,I tak was dorwiemy dziwki’’. Nic nie robiłyśmy sobie z tego, bo byłyśmy zbyt zafascynowane rozmowami z Marcinem i Beatą, a zwłaszcza ja- Kasia. Z Marcinem dogadywałam się jak z nikim. Pisaliśmy o wszystkim, każdy dzień z naszego życia znaliśmy na pamięć. Postanowiłyśmy wyjść na powietrze i przejść się na spacer, gdy wróciłam do domu zobaczyłam moją matkę jak leżała na kanapie z butelką denaturatu w ręce. Była kompletnie nieprzytomna i niekontaktowana już z otoczeniem. Załamana wydarzeniami tego tygodnia pod wpływem silnych emocji zamknęłam się w swoim pokoju i rozbijając szybę w regale wzięłam jeden kawałek rozbitego szkła i narysowałam nim kreskę na ręce. Nagle dopadło mnie pragnienie zadzwonić do kogoś zadzwoniłam do Natalki z płaczem powiedziałam jej, że się pocięłam i nie dam już rady żyć, po czym rozłączyłam się. Natalka bardzo szybko zjawiła się pod moim domem i próbowała otworzyć drzwi. Niestety zamknęłam je i nie było szansy aby weszła przez nie.
O tym czy Kasia przeżyje zadecyduje kolejny rozdział…

Bohaterowie:

Matka:


Beata:


Kasia :


Natalia:
 

 

ROZDZIAŁ III
" Bratnia dusza "
Przez chwile nie mogłam się podnieść. Wszystko co mnie otaczało wyglądało jak przez mokrą szybę. Słyszałam krzyki tak jakby z oddali choć to wszystko było blisko mnie. Nagle wszystko wróciło do normy oprócz tego co się działo. Próbowałam wstać i gdy tylko to zrobiłam zaraz jeden z typów znów popchnął mnie na ścianę i nie dałam już rady wstać. Obaj wzięli Natalkę i dosłownie rzucali nią pomiędzy sobą. Wyrywała się ale ich było dwóch ona tylko jedna, krzyczeli na nią i bili:
- Co szmato myślałaś, że jak przyjdziesz z odsieczą to ją uratujesz?! O nie tak samo skończycie obie dziwki! Jeszcze zobaczymy kto tu jest lepszy!
Już rzucili ja na podłogę i zaczęli się do niej dobierać kiedy ja ocknęłam się i szybko złapałam ją za rękę i wybiegłyśmy ze szkoły. Był śnieg a my w krótkich spodenkach bez kurtek i plecaków poszłyśmy do domu z płaczem...
Wieczorem nie miałam na nic ochoty, strasznie źle się czułam, ale postanowiłam na chwilę wejść na czat, zobaczyłam na nim Marcina. Napisał on do mnie bardzo szybko, wypytywał co u mnie, jak się czuje itp. więc postanowiłam mu opowiedzieć o tym co nam się dzisiaj przytrafiło. Później zadzwonił do mnie, gadałam z nim bardzo długo, strasznie lubiłam to robić, bo tylko przy nim potrafiłam o wszystkim zapomnieć. Ja zwierzałam się Marcinowi, a on opowiadał mi o swoim życiu, z tej rozmowy dowiedziałam się, że u niego też nie jest za dobrze, traci on ważne dla niego osoby, ostatnio jego koleżanka popełniła samobójstwo i w tej chwili nie ma bliskich osób z którymi mógłby szczerze pogadać i ja mu je zastępuje, chociaż na chwilę na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Gadałam jeszcze z nim przez dłuższą chwilę, ale strasznie zachciało mi się spać i musiałam zejść z kompa, lecz w chwili gdy miałam już wychodzić napisała do mnie Beata, ale o czym z nią pisałam, co wydarzyło się później i jak potoczyły się nasze dalsze losy dowiecie się w następnym rozdziale...

Bohaterowie:

Ci dwaj:


Natalia:


Kasia:


Marcin:
 

 
ROZDZIAŁ II
“ Zły dzień ”
Następnego dnia rano wyszykowałyśmy się i normalnie jak co dzień, poszłyśmy do szkoły.
Pierwsze lekcje mijały nudno, tak jak zawsze, nauczyciele gadali, my się śmialiśmy, wydawałoby się, że ten dzień minie tak jak każdy, jednak zdarzyło się w nim coś, co na zawsze zmieniło nasze życie...
Po normalnych lekcjach miałyśmy zajęcie w - fu. Poszłyśmy do łazienki się przebrać i jak byłyśmy już gotowe weszłyśmy do sali gimnastycznej. Zaczęła się lekcja, nauczyciel poprosił mnie ( Kasie), abym poszła do schowka po przedmioty potrzebne do ćwiczeń, więc szybko pobiegłam po nie. Nagle zauważyłam, żę przed drzwiami do schowka stoi dwóch kolesi, którzy są o de mnie o rok starsi, ale nie zwróciłam na nich większej uwagi i zignorowałam ich. Otworzyłam drzwi i weszłam do schowka, zaczęłam brać potrzebne przedmioty, gdy nagle jeden z tych chłopaków wszedł do środka i zaczął pieprzyć do mnie teksty typu : " ładna dupa " , " Zdejmij spodenki" itp. Zaczęłam się trochę bać... Po chwili do kantorka wszedł drugi z nich i zamknął za sobą drzwi. Jeden zatkał mi dłonią twarz i powiedział, żebym dla własnego dobra nie próbowała uciekać. Byłam przerażona, nie wiedziałam co mam robić. Próbowałam krzyczeć, ale nie dawało to skutku. Jeden z nich wsadził mi rękę pod bluzkę i obleśnie mnie dotykał, a drugi ściągnął mi spodenki i zaczął się ślinić. Strasznie się wyrywałam, lecz nie miałam szans na ucieczkę. Gdy nagle ktoś zaczął szarpać za klamkę, miałam nadzieję, że ten ktoś mnie z tond wyciągnie.
- Kasia, jesteś tam? - krzyknęła Natalka.
- Wypierdalaj z tond! - wydarł się jeden chłopak.
Natalka zauważyła, że coś jest nie tak i zaczęła mocno szarpać za klamkę, aż w końcu udało jej się otworzyć drzwi, to co zobaczyła strasznie ją przeraziło, nie wiedziała co ma robić, stała znieruchomiała. Nagle jeden chłopak, popchnął mnie mocno na drzwi kantorka, tak, że upadłam na podłogę...
Ciąg dalszy nastąpi. / N i K ; )

Bohaterowie :

Ci dwaj.

Ja ( Kasia)

Natalka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ROZDZIAŁ I
,,Czatowa przygoda''
Nasza historia zaczęła się pewnego popołudnia po szkole, gdy zrobiłyśmy domówkę. Strasznie nam się nudziło, więc zadałyśmy pytanie na Onecie czy ktoś poczatuje. Na nasze powiadomienie odezwało się wiele osób lecz tylko dwie z nich utrzymały z nami kontakt. Była to dziewczyna i chłopak, dwie różne osoby, każda z skądś indziej. Najpierw pisaliśmy z chłopakiem. Nazywał się on Marcin. Rozmawialiśmy jak normalni ludzie, pytaliśmy się czym się interesuje, co lubi i takie tam. Zeszło nam się długo na rozmowie z nim i po opuszczeniu domówki my Kasia i Natalia kontynuowałyśmy dalej naszą znajomość. Teraz rozmawialiśmy już oddzielnie.
Jeszcze tego samego dnia napisała do jednej z nas dziewczyna, która przedstawiła się imieniem Beata. Na początku rozmowa przebiegała równie tak samo jak z Marcinem ale potem zapytała się czy pisali do nas jacyś chłopcy. Podałam jej numery jakiś typów, którzy poprzednio pisali lecz oni nie chcieli z nią pisać. Wpadłyśmy na pomysł aby Kasia udawała chłopaka i napisała do Beaty. Nasz plan się powiódł podała się jako Stefan. Beata uwierzyła pisaliśmy i pisaliśmy. Wysyłała swoje zdjęcia.
Napisał Marcin wypowiadał się o swoich problemach. Jego rodzice na nic mu nie pozwalali, opowiadał o nich tak jakby oni mu nie wiem jaka krzywdę robili. Czatowaliśmy do późnej nocy, aż postanowiliśmy zaprzestać rozmowy i udać się spać.
Przyszedł kolejny dzień. Po szkole znów rozpoczęliśmy rozmowy lecz tym razem rozmowa toczyła się w inny sposób…
Ciąg dalszy nastąpi. / N i K ; )

  • awatar муѕzкα ♥: Spk xd
  • awatar Gość: jak coś się nie podoba się rokręca a te juz nudyyy wescie bo jak sie nie znacie to...
  • awatar Lost for the dreams: Co tam się postaramy one mamy nadzieję że będą ciekawe
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Chcemy Wam opowiedzieć historię która zdarzyła się na prawdę, jest ona trochę tragiczna, ale ma też śmieszne momenty. Od dzisiaj zaczynamy pisać o niej opowiadanie. Osoby które ją przeżyły wciąż nie mogą o niej zapomnieć i utkwi to w ich pamięci najprawdopodobniej na zawsze. Bardzo zachęcamy Was do odwiedzania naszego bloga i czytania jej. Pozdrawiamy. / K. i N. ; )
  • awatar муѕzкα ♥: 'zdarzyła się na prawdę' po tym pomyślałam - "Muszę to przeczytać" <3
  • awatar Gość: :D
  • awatar Lost for the dreams: @Veralie.♥: Postaramy się nie zawieść, za chwilę pierwszy rozdział. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Heej. ; )
Jesteśmy tutaj nowe. Będziemy dodawać tu rzeczy z naszego życia, różne opisy i cytaty, czasami piosenki. Mamy nadzieję, że chociaż kilku osobom spodoba się nasz blog. ^^
Pozdrawiamy i życzymy wszystkim miłego dnia.